wtorek, 21 lutego 2017

Skarby naszego miasta ELŻBIETA WOŹNIEWSKA - MALARKA W HISZPANII


Można ten esej zacząć jak bajkę : dawno, dawno temu uczyła się w bolesławieckiej “Ósemce” skromna dziewczynka, która z biegiem lat przekształciła się w piękną kobietę i znaną malarkę przynoszącą chlubę rodzinnemu miastu.


Kto dziś jednak wierzy w bajki w świecie rządzonym przez pieniądz? Po wtóre - nie było to znów tak dawno, kiedy uczyłem Elę rysunku, dziś jest ona ciągle bardzo młodą i atrakcyjną kobietą, a rozwój wielkiego talentu zawdzięcza przede wszystkim sobie, swojej twórczej pasji i wrodzonym zdolnościom. Jeśli dodać do tego wyjątkową subtelność, wrażliwość kolorystyczną i dar obserwacji oraz przetwarzania na język sztuki tzw. obiektywnie istniejącą rzeczywistość - powstanie pełniejszy wizerunek.Inteligentna, delikatna, romantyczna, nieskazitelna w działaniu, promieniejaca autentycznym, wielkim talentem malarskim - stanowi zapewne piękny słowiański kontrast pod słonecznym niebem gorącej Hiszpanii, dokąd trafiła na stałe w porywie serca. Ale to jest jej życie prywatne i byłoby nietaktem sięgać do jego wnętrza.


Brzmi to może paradoksalnie i nieprawdopodobnie, ale do ciepłych wspomnień z lat młodości Eli wykorzystam opinię wybitnego fachowca, nieżyjącego już węgierskiego malarza, profesora Tibora Csorby, mojego serdecznego przyjaciela i donatora. Kiedy byliśmy na zorganizowanym przez niego plenerze malarskim w Vac pod Budapesztem, oglądając studyjne dzieło dziewczyny, zwrócił moją uwagę na parę detali i jak zawsze serdecznie - powiedział:

-Kochany Pawelku /nie uznawał litery “ł”, nie ma jej w języku węgierskim i choć niezapomniany profesor mieszkał nad Wisłą kilkadziesiąt lat, zawsze pozostawał w detalach Węgrem, chociaż mówił,pisał, a nawet … myślał po polsku/, to wielki talent, mówię ci - ma zadatki na wielką malarkę, może jak Boznańska. Zobaczysz, ma nie tylko oko i rękę, ma jeszcze serce, a to najważniejsze. Jest taka delikatna, subtelna, wrażliwa kolorystycznie. ...Profesor nie mylił się : był wybitnym artystą, fachowcem najwyższej miary, może największym współczesnym akwarelistą europejskim ...

Tam właśnie, na gościnnej i pięknej ziemi węgierskiej, śledziłem rozwój talentu Eli, w tym czasie młodziutkiej, urzekającej skromnością, delikatnością i kulturą dziewczyny. Obok siebie miała jeszcze uzdolnionego plastycznie kolegę i koleżankę, ale to ona wyróżniała się zdecydowanie skalą talentu. Stara architektura, otwarty pejzaż, martwa natura, nastrojowe kompozycje, ludzie w ruchu i statyczne studia ludzkiej postaci - to wszystko zadziwiało oryginalnością, świeżością spojrzenia i malarskiego ujęcia, po prostu zwracało na siebie uwagę, było inne, oryginalne, dojrzałe, delikatne, subtelne, wypieszczone w detalach lub bardzo ogólne, zjawiskowe, zawsze ciekawe, przykuwające wzrok, emanujące wyzwolonymi niespodziewanie uczuciami, zdumiewające talentem jeszcze anonimowej przyszłej artystki.

Nic więc dziwnego, że stary Profesor mrużył oczy, zdejmował okulary i mruczał ciepło, raczej do siebie :
-Dobre to, dobre, delikatne, malowane z wyczuciem, z sercem, bardzo dobrze. A jaki kolor, smak to ty masz, dziewczyno, oj masz… Maluj, dużo maluj, warto, trzeba, musisz,będzie o tobie jeszcze głośno …


W malowniczej kafejce, których pełno w Vac, przy lampce słodkiej malagi czy tokaju lubił podsumowywać twórczy dorobek młodych artystów. Zwykle byliśmy sami /uczniów zapraszał oddzielnie na ciasta, lody i soki owocowe. miał swoje twarde zasady w korzystaniu z trunków - po prostu używał ich niewiele będąc wyrafinowanym smakoszem/. Zwykle mówił zresztą o pracach Eli.

-Robi postępy, szybko uczy się, ma swój styl wynikający z wewnętrznej wrażliwości estetycznej i autentycznego talentu. Tego nie da żadna uczelnia. Niech maluje po swojemu, tak jak umie, spontanicznie i świeżo, nawet łamiąc obowiązujące kanony. Niech sama odkrywa urodę sztuki, zadziwia się pięknem ujawnianym z największą radością na karcie bristolu czy płótnie. Kompozycji i perspektywy można się nauczyć, ale wrażliwość na piękno albo masz w sobie jako dar życzliwego Pana Boga, albo tylko udajesz …


I jeszcze jedną dobrą radę dedykował Eli :

-Nie rozstawaj się z pędzlem i paletą, masz wielką przyszłość przed sobą, dziewczyno …

Nie mylił się stary Profesor. Umiał przewidzieć przyszłość. Nie popełnił błędu w ocenie. 


ELŻBIETA WOŹNIEWSKA, urodzona w Bolesławcu młoda malarka, ma dziś uznany powszechnie status, pozycję i dorobek. Swoje życie ułożyła ciekawie i barwnie : studia, praca twórcza w Berlinie Zachodnim, wernisaże, wystawy w poważnych galeriach, dzieła kupowane przez znawców przedmiotu do różnorodnych kolekcji i zbiorów. Wreszcie Hiszpania, czas małej stabilizacji i prawdziwej pasji tworzenia. Czy w rozsłonecznionym, przepięknyym i ostrym pejzażu ojczyzny Salwadora Dali słowiańska dusza malarki nie tęskni do spokojnego krajobrazu nadwiślańskiego, do cichych chopinowskich wierzb?


O to zapytam artystkę, kiedy znów będzie w malowniczym grodzie nad Bobrem. Mam tylko jedną jej studyjną pracę - akt nastolatki. Jest subtelna i piękna, jakby niedokończona, tajemnicza, urokliwa przy analizie szczegółów dzieła, bogata w formie i treści, budząca gamę ciepłych uczuć. Przepiękny akt, który nie eksponuje treści erotycznych, wstydliwie je ukrywając.Nawet koloryt rozjaśnionej zieleni ma w tym obrazie swoje symboliczne znaczenie. To zapewne malarska zapowiedź przyszłego odkrywania piękna i bogactwa otaczającego nas świata.Profesor Tibor Csorba w lapidarnym skrócie nazywał malarstwo Eli niepowtarzalnym, bogatym,różnorodnym i pięknym.

Jak zawsze - miał absolutną rację.