poniedziałek, 27 lutego 2017

LUDZKA MĄDROŚĆ UKRYTA W PIĘKNYCH SŁOWACH LISTÓW


Napisałem w swoim długim życiu kilkaset - a może nawet dużo więcej - listów. Nie liczę korespondencji urzędowej, bo ta jest czy raczej była mało interesująca, nie porywała do czynu, nie wyzwalała dobrych uczuć. W wielkim zbiorze rękopisów i maszynopisów są prawdziwe diamenty i warto je wyeksponować ze względu na wartość merytoryczną przemyśleń autorów i urodę ojczystego przebogatego i przepięknego języka. Cytuję tylko kilka urokliwych, dojrzałych i mądrych przykładów. Nie podaję nazwisk piszących, bo nie mam ich upoważnienia. Ograniczam się do inicjałów.



Warszawa, 23.10.2002

Szanowny, miły Panie Pawle.

Dziękuję za odpowiedź tak sympatyczną i osobistą. Wzruszające to doświadczenie - czytać o uczuciach tak szczerych, mocnych, wiernych. Pięknie pisze Pan o żonie i o swoim przyjacielu. Takie słowa zapadają w pamięć, w kolekcję dobrych, krzepiących opowieści.

Panie Pawle - ja też boję się, że świat zmienia się w złą stronę, że brak w ludziach idei, zapału, bezinteresowności. Bardzo jednak staram się dostrzegać każdy przejaw nadziei, że może są jeszcze w świecie ludzie tacy, jak dawniej - zaangażowani, pomocni, wspaniali po prostu. Wychowana byłam w domu, w którym nigdy nie zwracało się uwagi na pieniądze, nie liczyło na zysk.Oboje rodzice pracowali naukowo. Zawsze ważniejsze dla nich było, by robić coś, co się lubi, czym można pomóc ludziom. Oczywiste było dla mnie, że w pracy liczy się dzieło, odkrycia, szacunek ludzi - a nie zarobki. Gdy siedem lat temu zaczęłam pracować zawodowo / wówczas w redakcji miesięcznika Zwierciadło /, przez pierwsze dwa lata ciężkiej pracy nie zarobiłam prawie nic.O nic nie prosiłam, nie zabiegałam, nie stawiałam warunków. Ważniejsze było to, że uczestniczę w czymś ciekawym, kształcącym, rozwijającym. Oczywiście wzbudzałam taką postawą spore zdziwienie, ale okazało się, że nawet w obecnych czasach może to być docenione. Po jakimś czasie zaangażowano mnie, z czasem stałam się kierownikiem działu. Byłam szczęśliwa, że “awans” zawdzięczam właśnie tym wartościom, które wpojono mi w domu. Część moich znajomych miała podobne losy. Są więc ludzie w młodym pokoleniu, którzy starają się nie zatracić w pogoni za pieniędzmi.

Piszę to jako luźną refleksję, która może jakoś Pana - wieloletniego pedagoga, człowieka, który całe życie wpajał młodym ludziom szczytne idee - pocieszyć i natchnąć optymizmem. Nigdy nie ginie dobro, które się ludziom ofiarowało, trud, jaki się zadało, by nauczyć ich życiowych wartości. Ci, którzy lekceważą wszelkie zasady i kierują się zyskiem, są po prostu głośniejsi, bardziej widoczni. Ale jest jeszcze rzesza cichych, spokojnych młodych ludzi, którzy będą się starali swoim dzieciom pokazać to, co w życiu najważniejsze.

Proszę potraktować mój list jako chęć rozmowy z Panem. Jest ona dla mnie zaszczytem i przyjemnością.

Z wyrazami szacunku - J. S.

“Poradnik Domowy”

PS. Esej i opowieść o Tiborze Csorbie z chęcią pokażę moim rodzicom, którzy znali go osobiście. Ja poznałam jego postać wyłącznie z opowieści. Gdy Pan odbierał nagrodę przyznaną przez Muzykę i Aktualności, ja miałam zaledwie rok … Byłam jednak od wczesnego dzieciństwa karmiona przez bliskich rodzinnymi opowieściami i anegdotami. Czasem czuję się, jakbym rzeczywiście w tym kiedyś uczestniczyła.

Mój komentarz - PS. Serce rośnie, kiedy czyta się takie listy od nieznajomych, wspaniałych, mądrych ludzi. Szczęśliwie spotkałem ich wielu na krętych ścieżkach długiego życia. To im zawdzięczam optymizm wpleciony w nieuniknione przemijanie … Dziękuję.



Kolejna - najnowsza - korespondencja, którą kontynuuję za pośrednictwem laptopa. Otrzymałem mejlową wiadomość od członka Węgierskiej Akademii Nauk.Jest nim dr Mitrovits Miklós, który zainteresowany jest twórczością Tibora Csorby.. Żałuję ogromnie, że nie mogę pomóc sympatycznemu adresatowi z Węgier.


Szanowny Panie !

Dziękuję serdecznie za Pańskie zainteresowanie losami dzieł Wielkiego Mistrza i Przyjaciela, jakim był dla mnie profesor Tibor Csorba. To wyjątkowy malarz wielkiego formatu europejskiego, niesłychanie uzdolniony plastycznie, nieprawdopodobnie pracowity, przyjazny ludziom, noszący serce na dłoni. Podziwiałem Go i szanowałem, na miarę swoich skromnych możliwości popularyzowałem w lokalnym środowisku i poprzez prasę - szerzej, w skali ogólnopolskiej.

Mistrz miał swoje wystawy w miejscowym ośrodku kultury i trwałe ślady swojej obecności w miejscowej Szkole Podstawowej Nr 8, którą kierowałem przez 19 lat - do chwili przejścia na emeryturę w roku 1991. Od tej daty straciłem bezpowrotnie kontakt ze szkołą, którą wcześniej rozbudowałem i w której stworzyłem Galerię Malarstwa i Grafiki Współczesnej. Nadałem jej imię Prof. Dr TIBORA CSORBY, co zostało uwiecznione na okolicznościowej tablicy pamiątkowej. Imponująca galeria na pierwszym i drugim piętrze budynku zgromadziła prace malarskie ponad 200 autorów, w tym ponad 40 akwarel naszego węgierskiego mecenasa i przyjaciela szkoły, który swoje obrazy na zakończenie każdego roku szkolnego ofiarowywał najlepszym i najbardziej uzdolnionym plastycznie uczniom. Zapraszał ich także na plenery malarskie w Vac pod Budapesztem.

Specjalny reportaż o szkole, wychowaniu przez sztukę i Profesorze nagrała Telewizja Węgierska i być może odnajdzie Pan ten dokument w archiwalnych zbiorach tej instytucji. Może to jest dzisiaj jedyne źródło historycznej już informacji, bo szkoła nie ma żadnych obrazów Mistrza pędzla i palety, a ja kończę 82 lata mojej biografii i o wielu ważnych faktach po prostu zapomniałem. Tym bardziej, że po przejściu na emeryturę stałem się - persona non grata, dopiero po kilkunastu latach zostałem zaproszony do “mojej” szkoły na jakąś uroczystość. Cóż - samo życie, meandry ludzkiego losu …

Z przykrością odpowiadam negatywnie na Pana pytanią :

- nie ma wystawy obrazów w budynku szkoły, która jest dzisiaj gimnazjum,

- obrazy malarza prawdopodobnie zostały rozdysponowane między zainteresowane nimi osoby, ale nic o tym mi nie jest wiadome,

- nie ma tablicy pamiątkowej z nazwiskiem darczyńcy,

- korytarze zdobią w większości prace malarskie wykonane przez uczniów i kilkanascie “ocalonych z pogromu” dzieł artystów, z którymi miałem rozliczne kontakty /sam kończyłem m. in. Studium Nauczycielskie Rysunku i Malarstwa w Katowicach/. Do wielu twórców docierałem korespondencyjnie, np. po odczytaniu w prasie informacji o ich wernisażach,zaprzyjaźniałem się z nimi i w ten sposób powiększałem szkolną galerię.

Na zlecenie Kuratorium Oświaty i Wychowania we Wrocławiu prowadziłem całomiesięczny wakacyjny kurs dla nauczycieli plastyki szkół podstawowych Dolnego Śląska, opublikowałem sporo artykułów w prasie pedagogicznej - i nie tylko - na temat wychowania przez sztukę.

Dla uzupełnienia informacji przesyłam skan wydawnictwa, w którym przybliżam biografię nieodżałowanej pamięci Przyjaciela i mecenasa szkoły, która była moją dumą i miłością, naszym wspólnym dokonaniem.

Serdecznie Pana pozdrawiam, łączę wyrazy szacunku-
Paweł Śliwko