wtorek, 21 lutego 2017

Skarby naszego miasta ELŻBIETA WOŹNIEWSKA - MALARKA W HISZPANII


Można ten esej zacząć jak bajkę : dawno, dawno temu uczyła się w bolesławieckiej “Ósemce” skromna dziewczynka, która z biegiem lat przekształciła się w piękną kobietę i znaną malarkę przynoszącą chlubę rodzinnemu miastu.


Kto dziś jednak wierzy w bajki w świecie rządzonym przez pieniądz? Po wtóre - nie było to znów tak dawno, kiedy uczyłem Elę rysunku, dziś jest ona ciągle bardzo młodą i atrakcyjną kobietą, a rozwój wielkiego talentu zawdzięcza przede wszystkim sobie, swojej twórczej pasji i wrodzonym zdolnościom. Jeśli dodać do tego wyjątkową subtelność, wrażliwość kolorystyczną i dar obserwacji oraz przetwarzania na język sztuki tzw. obiektywnie istniejącą rzeczywistość - powstanie pełniejszy wizerunek.Inteligentna, delikatna, romantyczna, nieskazitelna w działaniu, promieniejaca autentycznym, wielkim talentem malarskim - stanowi zapewne piękny słowiański kontrast pod słonecznym niebem gorącej Hiszpanii, dokąd trafiła na stałe w porywie serca. Ale to jest jej życie prywatne i byłoby nietaktem sięgać do jego wnętrza.


Brzmi to może paradoksalnie i nieprawdopodobnie, ale do ciepłych wspomnień z lat młodości Eli wykorzystam opinię wybitnego fachowca, nieżyjącego już węgierskiego malarza, profesora Tibora Csorby, mojego serdecznego przyjaciela i donatora. Kiedy byliśmy na zorganizowanym przez niego plenerze malarskim w Vac pod Budapesztem, oglądając studyjne dzieło dziewczyny, zwrócił moją uwagę na parę detali i jak zawsze serdecznie - powiedział:

-Kochany Pawelku /nie uznawał litery “ł”, nie ma jej w języku węgierskim i choć niezapomniany profesor mieszkał nad Wisłą kilkadziesiąt lat, zawsze pozostawał w detalach Węgrem, chociaż mówił,pisał, a nawet … myślał po polsku/, to wielki talent, mówię ci - ma zadatki na wielką malarkę, może jak Boznańska. Zobaczysz, ma nie tylko oko i rękę, ma jeszcze serce, a to najważniejsze. Jest taka delikatna, subtelna, wrażliwa kolorystycznie. ...Profesor nie mylił się : był wybitnym artystą, fachowcem najwyższej miary, może największym współczesnym akwarelistą europejskim ...

Tam właśnie, na gościnnej i pięknej ziemi węgierskiej, śledziłem rozwój talentu Eli, w tym czasie młodziutkiej, urzekającej skromnością, delikatnością i kulturą dziewczyny. Obok siebie miała jeszcze uzdolnionego plastycznie kolegę i koleżankę, ale to ona wyróżniała się zdecydowanie skalą talentu. Stara architektura, otwarty pejzaż, martwa natura, nastrojowe kompozycje, ludzie w ruchu i statyczne studia ludzkiej postaci - to wszystko zadziwiało oryginalnością, świeżością spojrzenia i malarskiego ujęcia, po prostu zwracało na siebie uwagę, było inne, oryginalne, dojrzałe, delikatne, subtelne, wypieszczone w detalach lub bardzo ogólne, zjawiskowe, zawsze ciekawe, przykuwające wzrok, emanujące wyzwolonymi niespodziewanie uczuciami, zdumiewające talentem jeszcze anonimowej przyszłej artystki.

Nic więc dziwnego, że stary Profesor mrużył oczy, zdejmował okulary i mruczał ciepło, raczej do siebie :
-Dobre to, dobre, delikatne, malowane z wyczuciem, z sercem, bardzo dobrze. A jaki kolor, smak to ty masz, dziewczyno, oj masz… Maluj, dużo maluj, warto, trzeba, musisz,będzie o tobie jeszcze głośno …


W malowniczej kafejce, których pełno w Vac, przy lampce słodkiej malagi czy tokaju lubił podsumowywać twórczy dorobek młodych artystów. Zwykle byliśmy sami /uczniów zapraszał oddzielnie na ciasta, lody i soki owocowe. miał swoje twarde zasady w korzystaniu z trunków - po prostu używał ich niewiele będąc wyrafinowanym smakoszem/. Zwykle mówił zresztą o pracach Eli.

-Robi postępy, szybko uczy się, ma swój styl wynikający z wewnętrznej wrażliwości estetycznej i autentycznego talentu. Tego nie da żadna uczelnia. Niech maluje po swojemu, tak jak umie, spontanicznie i świeżo, nawet łamiąc obowiązujące kanony. Niech sama odkrywa urodę sztuki, zadziwia się pięknem ujawnianym z największą radością na karcie bristolu czy płótnie. Kompozycji i perspektywy można się nauczyć, ale wrażliwość na piękno albo masz w sobie jako dar życzliwego Pana Boga, albo tylko udajesz …


I jeszcze jedną dobrą radę dedykował Eli :

-Nie rozstawaj się z pędzlem i paletą, masz wielką przyszłość przed sobą, dziewczyno …

Nie mylił się stary Profesor. Umiał przewidzieć przyszłość. Nie popełnił błędu w ocenie. 


ELŻBIETA WOŹNIEWSKA, urodzona w Bolesławcu młoda malarka, ma dziś uznany powszechnie status, pozycję i dorobek. Swoje życie ułożyła ciekawie i barwnie : studia, praca twórcza w Berlinie Zachodnim, wernisaże, wystawy w poważnych galeriach, dzieła kupowane przez znawców przedmiotu do różnorodnych kolekcji i zbiorów. Wreszcie Hiszpania, czas małej stabilizacji i prawdziwej pasji tworzenia. Czy w rozsłonecznionym, przepięknyym i ostrym pejzażu ojczyzny Salwadora Dali słowiańska dusza malarki nie tęskni do spokojnego krajobrazu nadwiślańskiego, do cichych chopinowskich wierzb?


O to zapytam artystkę, kiedy znów będzie w malowniczym grodzie nad Bobrem. Mam tylko jedną jej studyjną pracę - akt nastolatki. Jest subtelna i piękna, jakby niedokończona, tajemnicza, urokliwa przy analizie szczegółów dzieła, bogata w formie i treści, budząca gamę ciepłych uczuć. Przepiękny akt, który nie eksponuje treści erotycznych, wstydliwie je ukrywając.Nawet koloryt rozjaśnionej zieleni ma w tym obrazie swoje symboliczne znaczenie. To zapewne malarska zapowiedź przyszłego odkrywania piękna i bogactwa otaczającego nas świata.Profesor Tibor Csorba w lapidarnym skrócie nazywał malarstwo Eli niepowtarzalnym, bogatym,różnorodnym i pięknym.

Jak zawsze - miał absolutną rację.

czwartek, 16 lutego 2017

SERCE ZA SERCE I LAUROWE WIEŃCE


Po ponad 25-letnim rozstaniu z ukochaną szkołą /od ponad ćwierć wieku jestem na emeryturze/ nie umiem rozliczyć dorobku medalowego, bo cała dokumentacja i konkretne krążki złotych, srebrnych i brązowych wyróżnień zgromadzonych w Sali Tradycji po moim odejściu zniknęły jak przysłowiowa kamfora …

Najbardziej żałuję Honorowego Kordu Oficerskiego Marynarki Wojennej z wyrytą na klindze dedykacją dla szkoły w uznaniu efektów wychowania morskiego młodzieży. Ktoś zwyczajnie przywłaszczył /mówiąc brutalnie - ukradł / bezcenną pamiątkę odbieraną przeze mnie na pokładzie ORP “Błyskawica” w Gdyni z rąk admirała Piotra Kołodziejczyka, ówczesnego Ministra Obrony Narodowej,w obecności reporterów TV, co zostało udokumentowane w reportażu wyświetlonym w programie I /dziennik wieczorny/ jako wydarzenie niecodzienne, niepowtarzalne, swego rodzaju news. Byliśmy pierwszą i jedyną szkołą w Polsce, która spotkał taki splendor. Bronił tego skarbu w Sali Tradycji Szkoły afrykański spreparowany lew, który przywędrował tu jako I nagroda konkursu wiedzy o morzu ufundowana przez Dyrekcję Polskich Linii Oceanicznych w Gdyni. Zresztą to długa i ciekawa historia związana z amerykańską Polonią i związkach Polonusów z Ojczyzną, ważny epizod w historii bolesławieckiej “Ósemki”. Kiedy jako radny zaproponowałem stworzenie muzeum szkolnictwa i zgromadzenie resztek pamiątek z różnych miejscowych placówek oświatowych - mimo uznania słuszności wniosku - koncepcja nie doczekała się realizacji. Szkoda.

Drugie nietypowe wyróżnienie szkoły - to Honorowa Szpada Górnicza przywieziona do nas przez Wiceministra Górnictwa i Energetyki w Warszawie i przekazana z całym ceremoniałem wraz z obszernym listem gratulacyjnym w uznaniu trudu w utworzeniu Muzeum Górniczego składającego się z dwóch sal imitujących podziemia kopalni rudy miedzi, w tym tzw. chodnik “upadowej” Z kopalni “Konrad” otrzymaliśmy część materiałów dla odtworzenia wg. oryginalnych wzorców autentycznego podziemia kopalni rudy miedzi, co nam udało się w całości i co stanowiło zasługę nieocenionego Zygmunta Wydrycha. Przekrój bogatych zbiorów muzealnych to począwszy od skamieniałej ryby z “Konrada”, przez sigilaria, lepidendrony i odciski w węglu kopalnych paproci i innych roślin z minionych epok geologicznych /zagłębie wałbrzyskie/ po grudki złota z kopalni kanadyjskich /dar polskiego księdza, który mieszka w Kanadzie/ i bogaty skarbiec minerałów z Uralu /ofiarowany przez grupę radzieckich geologów przebywających na konferencji naukowej we Wrocławiu/. Nie zabrakło tu XIX-wiecznej lampy górniczej, kilofów, a kolekcja górniczych czako obejmowała cały komplet wyróżników - od nakrycia głowy zwykłego górnika po strój generała górniczego. Oddzielnie prezentowaliśmy ochronne hełmy z lampkami bateryjnymi przydatne w codziennej trudnej pracy pod ziemią. Opis kilkuset eksponatów zająłby zbyt wiele miejsca. Ciekawość zwiedzających budziły bardy górnicze /dekoracyjne siekierki/ i mnóstwo innych przedmiotów. Dwadzieścia lat istniało to popularne muzeum, dziś nie ma po nim żadnego śladu. W miejscowej średniej szkole elektronicznej dziś tworzy się imitację pracowni górniczej z wyposażeniem technicznym do praktycznej nauki zawodu, ale to coś zupełnie innego, czego nie można porównać z Muzeum Górniczym im. mgr inż. Alfreda Cholewiaka. Dotyczy to zarówno urody wnętrza mini-kopalni, jak też merytorycznej wartości zbiorów muzealnych pochodzących z całego świata, np. z Afryki czy Australii.

Szkoła otrzymała medal “200-lecia Komisji Edukacji Narodowej” z resortu oświaty w Warszawie jako pierwsza i chyba jedyna w Bolesławcu. Powiększoną replikę odznaczenia wykuła w miedzi pracownia plastyczna Śląskiego Okręgu Wojskowego. Dumną tarczę zawiesiliśmy przy wejściu do gmachu Tysiąclatki. Dziś nie znam losów tej bezcennej pamiątki bogatej przeszłości szkoły

Na sztandarze szkoły znalazły się trzy medalowe odznaczenia : Brązowy, Srebrny i Złoty Medal “OPIEKUN MIEJSC PAMIĘCI NARODOWEJ”. Nie uzasadniam szerzej tego faktu - należeliśmy bez wątpienia do kręgu najbardziej patriotycznych placówek oświatowych w Polsce i piszę to z pełną odpowiedzialnością za słowa. A 4-izbowy sektor gmachu zajmowany przez bezcenne eksponaty ofiarowane przez tych, którzy przeżyli II wojnę światową - dobitnie to potwierdza

Krakowskie środowisko intelektualistów związane z profesurą i studiami plastycznymi uhonorowało nas medalem “MECENAS SZTUKI”, co zapowiadało potrzebę rozszerzenia zabiegów o stworzenie galerii malarstwa i rzeźby i miało przynieść szkole nie tylko splendory, ale przede wszystkim olbrzymie korzyści wychowawcze. Mecenat wielu muz otwierał nowe możliwości otwierania świadomości dzieci na piękno otaczającego świata i własny udział w ekspresji twórczej.

“ZASŁUŻONY DLA ŚLĄSKIEGO OKRĘGU WOJSKOWEGO” - ten medal ofiarowało nam wojsko związane ze szkołą i patriotycznym wychowaniem młodzieży. Nie wiemy, kto wystąpił z takim wnioskiem, bo odwiedzali naszą Izbę Pamięci Narodowej oficerowie różnej rangi - nie wyłączając generałów, ale mieliśmy dużą satysfakcję wynikającą z tego faktu.

“MEDAL im. HENRYKA JORDANA” - wyróżnienie Zarządu Głównego TPD za wyjątkowe podejście i rozumienie świata potrzeb dziecięcych oraz skuteczne modelowanie uczniowskich postaw prospołecznych, solidarności i równości, wzajemnej pomocy w potrzebie i empatii w życiu zbiorowym.

“MEDAL Im. JANUSZA KORCZAKA” - wyróżnienie Zarządu Głównego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Warszawie za zasługi - jak wyżej.

“ODZNAKA ZBIOROWA PRZYJACIEL DZIECKA”.

Medal “ZA ZASŁUGI DLA ZBoWiD”. Szkoła się żywym centrum spotkań i edukacji patriotycznej przez wojennych weteranów, którzy dzielili się swoimi doświadczeniem żołnierskim na wszystkich frontach walki - na Wschodzie i Zachodzie Europy oraz Afryki.Było wsód nich wielu prawdziwych bohaterów.

Złoty medal “BUDOWNICZY LEGNICKO - GŁOGOWSKIEGO OKRĘGU MIEDZIOWEGO” za utworzenie Muzeum Górniczego i bliskie więzi patronackie z górniczą bracią całego regionu.

Złota Odznaka “ZASŁUŻONY PRACOWNIK MORZA” za wieloletni dorobek w wychowaniu szkolnej młodzieży i wprowadzeniu morza do Bolesławca oraz zorganizowanie dwóch zasobnych muzeów morskich w dwu miejscowych szkołach - nr 4 i nr 8 liczących kilka tysięcy eksponatów.

Medal miesięcznika “MORZE”, z którym utrzymywałem częste kontakty i który docenił pozalokalną wartość eksperymentu pedagogicznego w sferze pracy wychowawczej. Ten wzorzec usiłowały z biegiem lat powtarzać niektóre szkoły, chociaż było ich niewiele.

Kolejne odznaczenie trafiło do szkoły jako metalowa plakietka Frontu Jedności Narodu, który rzadko nadawał honorowe wyróżnienia instytucjom. Wygrawerowano na niej napis “ZA CZYNY SPOŁECZNE”.'

Odznaka “ZASŁUŻONY DLA m. BOLESŁAWCA” potwierdzała nobilitację i rolę oraz miejsce szkoły w lokalnym środowisku. W tym czasie nawet ludzie najbardziej niechetni i zawistni musieli uznać jej zdecydowany prymat.

Odznaka Honorowa TOWARZYSTWA MIŁOŚNIKÓW BOLESŁAWCA stanowiła niejako potwierdzenie gamy sukcesów i splendorów spływających z zewnątrz w mury “Ósemki”. Każdy nowy sukces cieszył, każdy stanowił wyzwanie i wymagał potwierdzenia, udokumentowania, opisu.

Władze wojewódzkie wyróżniły nas odznaką “ZA ZASŁUGI DLA woj. JELENIOGÓRSKIEGO”. To zasługa obiektywnego w ocenie faktów nadzoru pedagogicznego o przyjaznym stosunku do niekonwencjonalnych poczynań oświatowych. Nawet po wielu latach Kurator Oświaty i Wychowania /będący emerytem/ Karol Lisowski dzwonił do mnie interesując się kolejnymi moimi publikacjami prasowymi.

Nie zabrakło w bogatej kolekcji medalu “600-LECIA MIASTA HELU”, barwnej i wielowątkowej przyjaźni z miejscową załogą Marynarki Wojennej i szkoły. Natrafiliśmy tutaj na wyjątkowo życzliwych i otwartych ludzi, co zwiastowało kolejne pasmo bogatych doświadczeń pedagogicznych i międzyludzkich.

Medal “ZA ZASŁUGI DLA LIGI OBRONY KRAJU” stanowi potwierdzenie naszego zaangażowania w sferze patriotycznej edukacji młodego pokolenia Polaków i efektywności wielorakich działań. Warto pamiętać, że organizacja ta skupiała wielu - jeśli nie wszystkich weteranów wojennych, ludzi zasłużonych dla ojczystego kraju.

Medal “40-LECIA SASKIEGO ZWIĄZKU TAKTYCZNEGO” nadawany za długoletnie kontakty i pracę na rzecz wojska. Oryginalny wyróżnik szkoły w zakresie współpracy z wojskiem.

ODZNAKA “ZA ZASŁUGI W ROZWOJU SPORTU MŁODZIEŻY SZKOLNEJ”. Mieliśmy znaczące sukcesy w wielu dziedzinach - począwszy od lekkoatletyki, a skończywszy na pływaniu. Galeria zdobytych w rywalizacji pucharów imponowała swoją zasobnością.

ZŁOTA ODZNAKA “ZASŁUŻONY PRACOWNIK POLSKICH LINII OCEANICZNYCH” /identyczną otrzymał szkolny Szczep Związku Harcerstwa Polskiego im. PLO/.To potwierdze długoletniego patronatu i sponsoringu tej morskiej instytucji nad bolesławiecką “Ósemką”, jedyne w Polsce o takiej tradycji i rozmachu w realizacji wspólnie ustalonych celów i zadań.

Medal “30-LECIA POLSKIEJ ŻEGLUGI MORSKIEJ” - wręczony za współpracę z ludźmi morza w dziele patriotycznej edukacji młodzieży i wzbogacania wiedzy o morzu wśród lokalnej społeczności.

Medal “60-LECIA MIASTA GDYNI”. Uhonorowanie serdecznych więzi ze środowiskiem instytucji morskich i kręgiem nauczycieli zainteresowanych nowoczesnymi formami edukacji szkolnej. Nobilitacja szkoły na dalekim śródlądziu za nowatorstwo i odwagę realizacji wyjątkowo ambitnych i odważnych celów pedagogicznych.

Złota Odznaka “ZA ZASŁUGI DLA RZEMIOSŁA”. Owoc długoletniego mecenatu i wzorcowy przykład pomocy szkole w realizacji codziennych potrzeb materialnych.

Srebrna Odznaka “TOWARZYSTWA PRZYJAŹNI RADZIECKO-NIEMIECKIEJ”. Ocena długoletniej przyjaźni i współpracy ze szkołami radzieckimi /np. Strachów/ i niemieckimi /Pirna - NRD/, wypracowane wspólnie dziedziny i formy współdziałania w ramach wychowania międzynarodowego /internacjonalistycznego/.

Złota Odznaka Honorowa TOWARZYSTWA PRZYJAŹNI POLSKO-RADZIECKIEJ. Uzasadnieniem jest bogata w wydarzenia Kronika Szkolna i dwa wycinki prasowe ilustrujące skalę i temperaturę wzajemnych więzi przyjaźni.

Te wszystkie odznaczenia i wyróżnienia / wszystkie? zapewne nie, to tylko skatalogowane symbole, które na co dzień spoczywały w gablotach Sali Tradycji Szkoły, a w dniach uroczystych zdobiły sztandar placówki oświatowej. Żałuję, że wszystkich odznak i odznaczeń nie umieściłem na blankiecie firmowym naszej placówki oświatowej./

Wybiegając myślą w przyszłość - na szalę zwycięstwa położyłem zaufanie i wiarę w mądrość i dobroć ludzi, w pokłady ich ambicji i dumy. Niestety - przegrałem z kretesem. Nie będę wdawał się w szczegóły. Wobec intrygi byłem zupełnie bezradny. To ostatnie smutne doświadczenie życiowe.Takie memento mori.

Cytuję jeszcze dwa wycinki prasowe uzasadniające niejako permanentny przypływ najprzeróżniejszych splendorów i nagród. Jeden mojego autorstwa /PS/ i drugi Lesława Millera. Ciekawa informacja o kolorycie szkolnej historii.

KONSUL ZSRR w BOLESŁAWIECKIEJ “8”



FOTOGRAFIE z DEDYKACJĄ od MICHAIŁA GORBACZOWA

W sobotę, 30 września, konsul Jurij Aleksiejew z Konsulatu Generalnego ZSRR w Poznaniu był gościem Szkoły Podstawowej nr 8 im. Bojowników o Wolność i Demokrację w Bolesławcu. Przywiózł nauczycielom i młodzieży historyczną już /powiększoną/ fotografię radzieckiego przywódcy z pobytu w Polsce wraz z odręczną dedykacją Michaiła Gorbaczowa, adresowaną do szkolnej społeczności “tysiąclatki”. Tekst brzmi :

“Drodzy Przyjaciele !

Dziękujemy Wam za serdeczne życzenia.Przyjmijcie ode mnie słowa wdzięczności za Wasz wkład za najcenniejsze osiągnięcie naszych narodów - przyjaźń radziecko - polską”.

Dodajmy, że to uczniowie “ósemki” wystąpili z wnioskiem do Kapituły “Orderu Uśmiechu” w Warszawie o wyróżnienie Michaiła Gorbaczowa tym odznaczeniem.

Konsul ZSRR dokonał uroczystego odsłonięcia tablicy pamiątkowej z okazji 25-lecia pracy pedagogicznej placówki oświatowej, która obok edukacji internacjonalistycznej, eksponuje na co dzień wychowanie patriotyczne, morskie i estetyczne. Trzej związani ze szkołą byli działacze ruchu młodzieżowego : Bogdan Kopeć, Marek Snopek i Piotr Gwardecki otrzymali odznaczenia im. Janka Krasickiego.

Po zwiedzeniu szkoły, gość obejrzał występ artystyczny szkolnego zespołu wokalno - muzycznego “Muszelki”. /PS/



M. GORBACZOW ODPOWIEDZIAŁ NA LIST BOLESŁAWIECKICH UCZNIÓW

PROPOZYCJA DZIECI : ORDER UŚMIECHU DLA RADZIECKIEGO PRZYWÓDCY

/Inf.wł./ Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 8 w Bolesławcu napisali list do Michaiła Gorbaczowa. Złożyli mu serdeczne życzenia z okazji 70-lecia Wielkiego Października, napisali, że cieszą się z przebudowy i wielkich przemian, że są dumni, iz Polska należy do rodziny krajów socjalistycznych.

Liist nie pozostał bez echa, a wczorajszy dzień przejdzie do historii bolesławieckiej szkoły. Odwiedzili ją minister edukacji narodowej Henryk Bednarski oraz ambasador ZSRR w Polsce Władimir Browikow, który wręczył uczniom odpowiedź M. Gorbaczowa na list. Radziecki przywódca serdecznie pozdrowił uczniów i podziękował za życzenia. Napisał także, iż bardzo się cieszy, że szkoła utrzymuje przyjazne kontakty ze szkołami radzieckimi. Ambasador przekazał na ręce dyrektora szkoły mgr Pawła Śliwki album ze zdjęciami Lenina oraz dużą kolorową fotografię, na której widnieją postacie Wojciecha Jaruzelskiego i Michaiła Gorbaczowa.

Goście zwiedzili szkołę, cmentarz /radziecki/ i Muzeum Kutuzowa, złożyli kwiaty pod pomnikiem oficerów Armii Radzieckiej i obejrzeli program artystyczny w wykonaniu dzieci polskich i radzieckich.

Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 8 wystąpili wczoraj do Kapituły Orderu Uśmiechu z wnioskiem o nadanie tego odznaczenia Michaiłowi Gorbaczowowi.

We wczorajszych uroczystościach wzięli udział także przedstawiciele władz wojewódzkich z I sekretarzem KW PZPR Jerzym Gołaczyńskim.

/lemil/

Moje uzupełnienie - /PS/. Radziecki przywódca otrzymał “Order Uśmiechu” na uroczystej gali w Krakowie. Niestety - bez naszego udziału. Organizator imprezy, redakcja “Kuriera Polskiego” nie zaprosiła nas na uroczystość. Nietakt ? Oczywiście. Tym bardziej, że nie było nas na imprezie o podobnym charakterze już drugi raz. Zabrakło nas w Wiedniu /Austria/, gdzie na wniosek naszej szkoły orderowe odznaczenie otrzymał Sekretarz Generalny ONZ dr KURT WALDHEIM.Rozczarowane były dzieci, usatysfakcjonowani koniunkturaliści. Samo życie ...


czwartek, 2 lutego 2017

POMNIKI BOLESŁAWIECKIEJ TYSIĄCLATKI cz.2


Kolejny, najbardziej okazały rozmiarami i wagą /w znaczeniu dosłownym/ pomnik poświęciła szkoła “LUDZIOM MORZA”, którym zawdzięczała swoją urodę i liczące się w skali ogólnopolskiej osiągnięcia. Obok granitowego obelisku z tablicą pamiątkową wkomponowaliśmy w cokół największą w kraju kotwicę ze statku-tankowca m/s “Karkonosze”, który został przed laty sprzedany zagranicznemu armatorowi i zapewne już złomowany. Kotwica imponującego rozmiarami stutysięcznika waży ponad 8,5 tony i została po urwaniu się na redzie portu Świnoujście wydobyta z morza przez nurków Marynarki Wojennej i przetransportowana przez nich do Bolesławca. Ten fakt wymownie świadczy o pozycji placówki oświatowej w opinii środowiska ludzi morza, które składało się z wielu życzliwych mecenasów i bezinteresownych sponsorów. Dzięki szkolnym pasjom do Wyższych Szkół Morskich Szczecina i Gdyni trafiło kilkunastu /a może dużo więcej/ byłych wychowanków “Ósemki”, w tym pełniąca w przeszłości obowiązki drugiego oficera Polskich Linii Oceanicznych Jolanta Rejenko.


Ten pomnikowy morski tryptyk nie zamyka bynajmniej symbolicznie tematyki morskiej w życiu szkoły, bo w przyszkolnym mini-parku stoi kolejna kolumnowa kompozycja, w przeszłości zwieńczona miedziowym modelem żaglowca, dziś składająca się z segmentów dwóch marmurowych kolumn ustawionych jedna na drugiej. Dzieło ma arcyciekawą historię, nieznaną zapewne dziś samym uczniom i nauczycielom, zatem nieco szerzej o tym jedynym w swoim rodzaju pomniku, który poświęcony został pamięci MARCINA OPITZA, prekursora związków z morzem grodu nad Bobrem, symbolu związków polsko-niemieckich w sferze kultury europejskiej.

Marcin Opitz /Opitius, Opeć - spolszcz./ urodził się w Bolesławcu 23 grudnia 1597 r., zmarł w Gdańsku w r. 1639. Poeta, historyk, dyplomata, dworzanin jedynego “morskiego” króla Rzeczypospolitej Władysława IV, którego reprezentował w kontaktach z dyplomacją szwedzką. Najwybitniejszy poeta tzw. drugiego śląskiego renesansu /okres baroku /, utrzymujący bardzo bliskie kontakty z polskimi kołami literackimi,m.in. jest autorem utworów panegirycznych na cześć licznych, znanych w ówczesnej Europie Polaków - R. Leszczyńskiego, Anny Wazówny i króla Władysława IV. Od roku 1633 przeszedł na służbę piastowskich książąt śląskich /z pochodzenia był Niemcem/, później stale przebywał w naszym kraju - służąc monarsze. W roku 1637 został zatwierdzony przez sejm polski na stanowisko królewskiego historiografa. Pierwszy znany i wybitny bolesławianin, który związał swoje losy z morzem … Nic więc dziwnego, że “morska szkoła” uczciła jego pamięć bardzo oryginalnym pomnikiem-obeliskiem. A swoją drogą - ciekawe są dzieje fragmentów greckich kolumn z białego marmuru, które stanowią dziś cokół pomnika : przed wojną stanowiły element grobowca zamożnego mieszczanina na miejscowym cmentarzu, potem stały się częścią pomnika wzniesionego przez miasto ku czci Armii Radzieckiej, po tragicznym wypadku dziecka w toku uroczystości lokalnych /wylanie oliwy z metalowej misy znicza/ - zmieniono koncepcję i zmodernizowano kamienną kompozycję. Kolumny nie zostały wykorzystane zgodnie z pierwotnym zamiarem. Po prostu o nich zapomniano. Po paru latach Służba Bezpieczeństwa odnalazła je … w Szkole Podstawowej nr 8, dokąd trafiły za wiedzą i zgodą ówczesnego Naczelnika Miasta Wiesława Grzegorzycy jako element nowej kompozycji pomnikowej poświęconej pamięci M. Opitza. Tutaj też pozostały na stałe. Afery nie było …



Nie koniec na tym pomnikowej galerii : dwa ogromne polodowcowe głazy stoją na wspólnym postumencie zbudowanym z granitowych płytek. To dzieło sztuki i pamięci ojczystej historii zadedykowane zostało wybitnym polskim pedagogom i przyjaciołom dzieci : JANUSZOWI KORCZAKOWI /1878 - 1942/ i HENRYKOWI JORDANOWI /1842 - 1907/. Ich zasługi eksponują granitowe tablice wmontowane w kamienie umieszczone na wspólnej ławie-lawecie. Ten akcent łączył się symbolicznie z wdrożeniem reformy szkolnictwa i podjętą przez resort oświaty próbą tworzenia szkół 10-letnich jako obowiązkowego standardu wykształcenia każdego młodego Polaka. Jak wiadomo - skończyło się na skromniejszej szkole 8-letniej, przeminęła epoka gierkowskiej megalomanii, ale sympatyczne kompozycje pomnikowe pozostały.Dowód aktywnego uczestnictwa szkoły w kulturze i nurcie postępu pedagogicznego, zarazem wytyczenie swoistego szlaku w przyszłość : szacunek dla ideałów korczakowskich i osobowości ucznia, dziecka, wychowanka. Tak już pozostało w murach Tysiąclatki, która wyróżniona została m.in. medalami Jordana, Korczaka i Komisji Edukacji Narodowej w 200 rocznicę jej powstania.

I jeszcze jedno dzieło rzeźbiarskie - realistycznie wykonany ceramiczny KLUCZ MĄDROŚCI I WIEDZY, efekt twórczego działania artystów międzynarodowego pleneru, jaki co roku odbywa się w Bolesławcu od kilku dziesiątków lat. Monument mierzy ponad 3,5 m wysokości, stanowi akcent dekoracyjny ukwieconego skweru, a zarazem stanowi uczniowskie credo, wyraz szacunku dla wiedzy, nauki, wysiłku umysłowego. Ukwiecona skarpa zmieściła niewielką galerię rzeźby plenerowej ceramicznej ilustrującej w części dorobek lokalnych plenerów i żywy związek społeczności szkolnej z kulturą i twórcami - artystami. Odważny zamysł w dużej części doczekał się realizacji. Inne rzeźby i obrazy ceramiczne /rzadkość/ znajdowały się wewnątrz budynku.


Nie ma już największej i najpiękniejszej kompozycji rzeźbiarskiej zatytułowanej “ŻOŁNIERZ - OBROŃCA DZIECKA” zaprojektowanej i wykonanej przez znanego wrocławskiego artystę ceramika Władysława Garnika, którą ufundował “Ósemce” były Naczelnik Miasta na jubileusz 15-lecia szkoły. Przedstawiała dwie ponadnaturalnej wielkości postacie żołnierza i tulącego się do niego dziecka z wyciągniętymi w górę dłońmi na tle chmary ptaków - gołębi. W zieleni krzewów tworzyła wspaniały, ruchomy akcent dekoracyjny /ruch ptaków zawieszonych na linkach w czasie podmuchów wiatru/, symbolizując zarazem bliskie więzi placówki oświatowej z wojskiem /gościem był tu m. in. Minister Obrony Narodowej wiceadmirał Piotr Kołodziejczyk, który wyróżnił szkołę po raz pierwszy w kraju Honorowym Kordem Oficerskim Marynarki Wojennej ozdobionym wygrawerowaną ciepłą w treści dedykacją/.


Próżno dziś szukać tej kompozycji rzeźbiarskiej przed szkołą. Zawinili wandale,którzy po ponad dziesięciu latach istnienia pomnika uporali się wreszcie z kruchą ceramiką. Szkoda, bo to strata bezpowrotna.

Zabrakło czasu i warunków na realizację ostatniego już pomysłu przed moim odejściem na emeryturę : ustawienia przed szkołą kilkunastu rzeźb pałacowych, które “odkryłem” zaniedbane i opuszczone pod jedną z miejscowości naszego województwa. Ale i bez tego szkoła stała się prawdziwą Mekką dla zwiedzających, chociaż prawdziwe skarby kryje nie na posesji, ale w swoim wnętrzu. Ale to już inny temat.


środa, 18 stycznia 2017

POMNIKI BOLESŁAWIECKIEJ TYSIĄCLATKI cz 1

Powstała w 1964 r. szkoła - POMNIK TYSIĄCLECIA PAŃSTWA POLSKIEGO Z NR 8 w herbowej tarczy należała do najciekawszych i najbardziej oryginalnych placówek oświatowych nie tylko w Bolesławcu, ale także w skali kraju. To efekt rozlicznych innowacyjnych inicjatyw pedagogicznych, których zewnętrznym symbolem pozostają do dzisiaj - nieliczne już, niestety, liczne kiedyś rzeźby,pomniki i tablice pamiątkowe fundowane społecznym sumptem. Z mojej inicjatywy realizowaliśmy tutaj interesującą koncepcję szkoły autorskiej preferującej trzy ważne ośrodki zainteresowań i pracy dydaktyczno - wychowawczej, a więc wychowanie przez sztukę /w klasach najmłodszych/, edukację morską i wychowanie patriotyczno-obywatelskie. Podporządkowano temu celowi treści, metody, zasady, organizację pracy i nawet bazę materialną szkoły, co znalazło uznanie w kręgach znawców przedmiotu, nigdy jednak patronatu naukowego czy formalnej akceptacji władz oświatowych na szczeblu lokalnym. Chlubny wyjątek stanowiły władze wojewódzkie, a przede wszystkim życzliwy szkole Kurator Oświaty i Wychowania mgr Karol Lisowski i jego zastępca mgr Machoy. Olbrzymia ilość uzyskanych przez Tysiąclatkę odznaczeń, wyróżnień i nagród predystynuje ją do umieszczenia w popularnej księdze rekordów, ale to temat do odrębnej publikacji.

Dziś - jedynie kilka podstawowych informacji o pomnikach, które powstały na posesji szkolnej popularnej “Ósemki”, nie bez perturbacji i kłopotów formalno-prawnych, ale za to będących widocznym symbolem wartkiego nurtu życia pedagogicznego w placówce mającej ambicje sprostać wyzwaniom współczesności.


Najstarszy z pomników zlokalizowanych na placu apelowym noszącym w przeszłości imię MARYNARKI WOJENNEJ poświęcony został pamięci BOHATERSKICH OBROŃCÓW HELU, o czym zaświadcza tekst wykuty w granitowej płycie - symbolicznym żaglu kogi. Kompozycja swoim kształtem nawiązuje do problematyki morskiej, bardzo popularnej przez wiele lat w życiu i pracy szkoły, która podjęła szeroki eksperyment w zakresie wychowania morskiego młodzieży, m.in. organizując otwarte ogólnopolskie seminaria naukowe o tej i pokrewnej problematyce i opracowując kilkadziesiąt publikacji i referatów, a przede wszystkim tworząc unikatowe muzea morskie im.dra Bronisława Miazgowskiego i Teofila Grydyka oraz Muzeum Antarktydy im. Alicji i Czesława Centkiewiczów, Klub Neptuna, nie licząc wielu innych sal z piętnem morskim oraz części galerii malarskiej im. prof. dra Tibora Csorby o tematyce marynistycznej, głównie żeglarskiej. Morska tematyka stanowi zresztą dominantę w wystroju całego wnętrza szkoły i w pomnikowej serii kolejnych monumentalnych kompozycji.

W skład kompozycji pomnika BOHATERSKICH OBROŃCÓW HELU wchodzi ponadto kotwica rybacka otrzymana z PPiUR “Koga” z Helu /dar Edmunda Szoszorowskiego/ i dwa głazy-otoczaki leżące na postumencie zbudowanym z płytek granitu. Większość prac wykonał bezinteresownie Zygmunt Wydrych, zasłużony mecenas i przyjaciel szkoły, na wniosek dzieci odznaczony “Orderem Uśmiechu”. Granitową płytę o wadze kilku ton przekazały bezpłatnie Bolesławieckie Zakłady Kamienia Budowlanego.


Tuż obok ustawiliśmy zbliżony w formie plastycznej pomnik ku czci Generała FRANCISZKA KLEEBERGA, legendarnego dowódcy Wojska Polskiego, który stoczył ostatnią regularną bitwę z Niemcami pod Kockiem i Wolą Gułowską 6 października 1939 r. Historia pomnika również ma bezpośredni związek z morzem, ponieważ wmurowano tu replikę brązowej tablicy pamiątkowej ze statku patronackiego szkoły m/s”Gen. Fr. Kleeberg”, którą ofiarowało warszawskie środowisko Kleeberczyków, przede wszystkim zaprzyjaźniony z młodzieżą Kazimierz Burża, także Kawaler “Orderu Uśmiechu”. Pierwotnie na tablicy pomnikowej znajdował się wizerunek żołnierskiego orła z koroną, który wykuł e granicie Kazimierz Oko, potem zmieniłem koncepcję i umocowaliśmy tu odlany w brązie wizerunek bohaterskiego generała, który nie poddał się hitlerowcom do chwili wystrzelenia wszystkich armatnich pocisków. Na granitowej głównej części nietypowej kompozycji wykuty jest następujący tekst :

“Generałowi FRANCISZKOWI KLEEBERGOWI i jego żołnierzom , bohaterom tragicznego Września 1939 roku - młode pokolenie Polaków”.Dowodzi to niezbicie trwałych wartości w realizacji idei wychowania patriotycznego i stworzenia okrzepłej tradycji tradycji w tym względzie, do czego zobowiązuje zresztą imię szkoły - BOJOWNIKÓW O WOLNOŚĆ I DEMOKRACJĘ, znacznie wyprzedzające czas przemian, których dziś jesteśmy świadkami w ojczystym kraju. Dodajmy w tym miejscu, że szkoła nie zamykała swojej patriotycznej działalności we własnych murach, co udowadnia dobitnie przyjęty przez władze miejskie wniosek o nazwanie jednej z ulic i największego parku imieniem Obrońców Helu. Dziś niewielu mieszkańców naszego grodu pamięta o tym fakcie, a to przecież element element innowacyjny w sferze lokalnej kultury, rodzaj prekursorstwa.


Warto dodać w tym miejscu jeszcze jeden ważny szczegół dotyczący symbolicznego i realistycznego zagospodarowania przestrzeni wokół szkoły. Otóż każdego dnia wszyscy wychowankowie przekraczali bramę wejściową do Tysiąclatki, którą zdobiły dekoracyjne metalowe kotwice, dar Zakładów Górniczych “Konrad”, przypominające o związkach szkoły z morzem. Zniszczono tę interesującą i wrośniętą w system wychowania młodzieży tradycję stosunkowo niedawno. Szkoda - niechby został kolejny ślad bogatej przeszłosci i pedagogicznego dorobku.


środa, 30 listopada 2016

ŚLADY NA PIASKU

Nie da się uciec od wspomnień. Najtrudniej usunąć z pamięci te najbardziej tragiczne, smutne i bolesne. Należę do pokolenia dzieci wojny, ale księga wydarzeń zakodowana została w świadomości czy podświadomości na stałe i otwiera się samorzutnie bez mojej woli nawet w najmniej oczekiwanych chwilach. Nie ma w niej kart bohaterstwa, dominuje za to paniczny lęk, strach i niepokój. Mojemu - odchodzącemu już pokoleniu - wyrządzono niewiarygodną krzywdę nie do naprawienia. Analizując czy tylko bacznie obserwując współczesną rzeczywistość zdumiewam się dominantą półprawdy i powszechnego fałszu, bezczelności, kłamstw głoszonych ex cathedra pod sztandarami nowej demokracji i globalizacji świata. Bogiem stał się pieniądz, a srebrnikowe transakcje już nawet nie dziwią. Po prostu mamy inny świat, inną epokę, kult innych wartości. To nie jest mój świat ideałów, poświęcenia, miłości, uniwersalnego piękna i dobroci. Gdzie podział się entuzjazm pracy pro publico bono ? Gdzie ludzka życzliwość i bezinteresowna pomoc, wrażliwość na krzywdę? Gdzie uznawane autorytety, wzorce ludzkiej godności godnej szacunku i naśladownictwa? Hordy małych ludzi żądnych władzy rozpanoszyły się w dumnej Rzeczpospolitej usiłując stłamsić i wydrzeć wsprółrodakom nawet strzępy wolności. Nie udało się to zaborcom i najeźdźcom, czy uda się dzisiejszym papierowym gladiatorom?

Rzecz paradoksalna, ale te osobiste impresje zrodziły się w związku z wydarzeniami sprzed ... ponad pół wieku, konkretnie dotyczą roku szkolnego 1955/1956, kiedy kierowałem szkołą podstawową w Nowej Wsi koło Zebrzydowej. Myślałem czasami, że to zapomniany epizod w mojej długiej nauczycielskiej biografii, bo zostały po mnie chyba jedynie ślady na piasku drogi, którą wędrowałem codziennie do szkoły /mieszkałem w Zebrzydowej z matką i młodszym o 10 lat bratem/, okazuje się jednak, że przetrwała pamięć o moich dokonaniach, odświeżonych obchodami 70-lecia istnienia i pracy ambitnej placówki oświatowej. Oto kilka istotnych faktów.

Nie będzie wielkiej przesady w twierdzeniu, że mała placówka oświatowa w Nowej Wsi - ciasna i przepełniona po brzegi dziećmi - stanowiła dla mnie prawdziwy uniwersytet doświadczeń pedagogicznych. To były czasy pionierskie, kiedy utrwalała się dopiero polskość tzw. Ziem Odzyskanych oddzielonych żelazną kurtyną od Niemców i innych państw zachodniej Europy. Czas mozolnej, tytanicznej pracy, czas odbudowy zniszczonego działaniami wojennymi kraju. Epoka wielkiego entuzjazmu i radości z wolności, ale i obawy przed nawrotem bolesnej, niedawnej historii. W dziedzinie oświaty trwała walka z analfabetyzmem, edukacja dotyczyła nie tylko najmłodszego pokolenia, ale też ludzi dojrzałych, przed którymi otwierała nieznane światy wiedzy książkowej, udostępniała przebogate dziedzictwo kultury, tworzyła ludzi o wzbogaconej osobowości. Miałem w tym dziele swój paroletni aktywny udział /do Nowej Wsi trafiłem po krótkim stażu pracy w Kraśniku Dolnym i Górnym/.

Uparcie tworzyłem model “szkoły serca” oparty na przemyśleniach pedagogicznych Janusza Korczaka, odkrywałem przed wychowankami nowe światy, zmierzałem do swego rodzaju partnerstwa na styku uczeń - nauczyciel, walczyłem o prawa każdego ucznia do promocji do wyższej klasy, byłem zawsze blisko dzieci, im poświęcałem cały wolny czas. Nie była to praca syzyfowa, młodzież ceniła walory kompetencyjności, dobrą wolę, przyjazne gesty i zasadność wymagań. Dowód? Brak waśni, sporów, kłótni, intryg, szacunek dla słowa i obietnic, wypełnianie zobowiązań i praca w atmosferze wzajemnego zaufania. Nie było w szkole opozycji, autorytet rodził się z powszechnej i zgodnej oceny skali wspólnych dokonań. Uczniowie mieli prawo do współdecydowania o kierunkach zmian, nie stronili od pomocy i tzw. prac społecznych na rzecz szkoły i środowiska. Zawsze znalazłem ciepłe słowa dla pochwały dziecięcego trudu, wielkiego wysiłku, uczniowskiej ambicji, wspólnego działania. Byliśmy wielką rodziną skorą do wzajemnej pomocy nie tylko w sytuacjach trudnych i dramatycznych, ale też chlubiącą się wspólnymi sukcesami. Pewnie już nikt nie pamięta, jak budowaliśmy prymitywną “skocznię narciarską” nad Kwisą, albo chodziliśmy po lekcjach zbierać jagody do pobliskiego lasu czy szukać grzybów wchodząc głębiej w zakamarki lasu osłonięte świerkami i dębami. Nauczyłem wychowanków z najstarszych klas zachwycać się urodą malowniczej przyrody /zawsze uczyłem uczniów rysunku i elementów malarstwa, o czym przypomniał mi po kilkudziesięciu latach w serdecznym liście Ferdynand Motas - już zmarły absolwent szkoły w Nowej Wsi, prezydent miasta Tczew. Zaskakujące i dziwne są skojarzenia, które komponuje samo życie... 


Ta wieś położona jest chyba w krainie szczęścia, bo natura ozdobiła ją dorodnymi drzewami, a mieszkańcy ukwiecili ogródki przydomowe. O wartości ekologii niech świadczy fakt, że leśne jeziorka powstałe po licznych kopalniach żwiru upodobały sobie królewskie raki kryjące się w sąsiedztwie lilii wodnych. Tylko jeden raz dałem się skusić na ich połów serdecznemu przyjacielowi, Edwardowi Sobczyńskiemu - wiele lat po odejściu ze szkoły, a sukces zdumiał nas obydwu : ponad setka stłoczonych w wiadrach stworzeń. Dziś wydaje mi się, że mogłem pozostać do końca swoich dni w tej miejscowości - lubiany przez uczniów, szanowany przez rodziców, zakochany w dorodnych okolicznych Borach Dolnośląskich i pasjonujący się nauczycielską pracą, współpracujący z kilkoma ogólnopolskimi czasopismami. Tutaj poznałem żonę i chociaż synowie urodzili się w Bolesławcu - sentyment do Nowej Wsi pozostał. Może dlatego, że miałem wówczas 20 lat i do przeżycia długi, bardzo długi czas …

Czy pozostawiłbym po sobie trwały ślad, wprowadziłbym morze do szkoły, nadałbym odpowiednią rangę wychowaniu morskiemu młodzieży,stworzył muzea imponujące zasobnością bezcennych eksponatów,otworzył okna gmachu na świat? Tak, z całą pewnością. Kurator Oświaty i Wychowania w Jeleniej Górze proponował służbowe przeniesienie do stolicy ówczesnego województwa - do nowo - budowanej szkoły. Nie wyraziłem na to zgody. Gdybym wiedział, jaki los spotka “moją” “Ósemkę” - postąpiłbym inaczej.


Wracam do tematu. Cytuję treść dokumentu.

Nowa Wieś, 01.03.2016 r.

Szanowny Pan Paweł Śliwko

Zespół nauczycieli odpowiedzialny za przygotowanie publikacji na temat historii Szkoły Podstawowej w Nowej Wsi zwraca się do Państwa z prośbą o spisanie wspomnień związanych z pracą w naszej Szkole, w formie listu lub maila.

Za Państwa zgodą wspomnienia te lub ich fragmenty, po zredagowaniu chcielibyśmy umieścić w naszej książce wydanej z okazji 70-lecia istnienia Szkoły.

Dziękujemy za chęć współpracy. Z poważaniem Nauczyciele Zespołu Szkół w Nowej Wsi. Z wyrazami szacunku i uznania - 
Dyrektor Zespołu Szkół w Nowej Wsi
mgr Krzysztof Kaczmarek


Zgodnie z życzeniem grona nauczycielskiego opracowałem dłuższy tekst wspomnieniowy /poszerzony o dzisiejszy stan wiedzy pedagogicznej/ eksponując stronę emocjonalną w pracy z dziećmi i młodzieżą szkolną. Organizatorzy jubileuszu 7O-lecia szkoły mieli jednak inną koncepcję okolicznościowego wydawnictwa, toteż wykorzystali bardzo niewiele z moich przemyśleń nauczyciela-praktyka. Nie mam o to pretensji, każdy ma prawo do własnego punktu widzenia i osobistych uogólnień, co wymaga jednak konsultacji z obcym autorem. Wydana drukiem broszura mieści sporo materiału faktograficznego i ilustracji, których odszukanie po latach wymagało sporego wysiłku, który potrafię docenić. Tym bardziej, że w tekście znalazły się także dwa krótkie artykuły prasowe mojego autorstwa, które cytuję.

“3 lutego 1970. W tym dniu kierowniczka naszej szkoły Władysława Ludkiewicz, a zarazem opiekunka LOP /Liga Ochrony Przyrody/ , organizowała kulig dla członków LOP. Z pomocą przyszli rodzice : Władysław Klecha i Rudolf Skiba - wypożyczyli oni trzy duże sanie wraz z końmi. Do tego doszło ponad 40 małych sanek doczepionych długimi rzędami do konnych zaprzęgów. Młodzi przyjaciele zwierząt zabrali ze sobą kilkadziesiąt kilogramów karmy - siana, owsa, marchwi i buraków / … /. Pod przewodnictwem leśniczego Lucjana Kozaka dzieci roznosiły przywiezioną karmę. Obejrzały też u pana leśniczego małego daniela, którego znalazł on okaleczonego i kurował na swoim podwórku. W tym pięknym kuligu brał udział pan doktor Tadeusz Ludkiewicz, który pstrykał dziesiątki zdjęć. Zamieściliśmy je w kronice i gazetce ściennej. Ten piękny kulig zamieszczony został także w “Gazecie Robotniczej”.

/PS - Dr Tadeusz Ludkiewicz był ojcem chrzestnym mojego młodszego syna Ryszarda, także lekarza-pediatry i serdecznym przyjacielem mojej rodziny/.

Kronika szkolna :

“27.01.1971. W dniu tym odbyło się spotkanie młodzieży szkolnej klas starszych z redaktorem “Gazety Robotniczej” mgr Pawłem Śliwko. Redaktor opowiedział o pracy redaktorskiej /dziennikarskiej -PS/ oraz o historii Ziemi Bolesławieckiej. Następnie spotkał się z drużyną harcerską i zuchami”.


Mój tekst z “Gazety Robotniczej” :

W Zebrzydowej Wsi otwarto piękną szkołę.

/PS/ Zebrzydowa Wieś w pow. bolesławieckim wzbogaciła się przed kilkoma dniami o nową szkołę.Piękny i nowocześnie zaprojektowany budynek powstał kosztem 1,5 mln.zł ze środków Społecznego Funduszu Budowy Szkół i Internatów. Obok 5 izb lekcyjnych, pracowni polonistycznej i zajęć praktyczno-technicznych oraz pomieszczeń kuchennych wygospodarowano tu również miejsce na pierwszy gromadzki gabinet lekarski kompleksowo wyposażony przez Przychodnię Powiatową w Bolesławcu. Standardem wyposażenia szkoła ta nie ustępuje placówkom oświatowym w mieście, a gdy chodzi o warunki higieniczno - sanitarne to nawet je przewyższa.

Słowa uznania należą się wykonawcy - Wielobranżowej Spółdzielni Rzemieślniczej Zaopatrzenia i Zbytu w Bolesławcu, a zwłaszcza rzemieślnikom Czesławowi Skólskiemu i Bolesławowi Kwiatkowskiemu.

Na wysokości zadania stanęli też rodzice, którzy w czynie społecznym uporządkowali otoczenie szkoły i samo wnętrze budynku. Jest to zasługa głównie przewodniczącego komitetu rodzicielskiego Adolfa Piela oraz Andrzeja Kwaśnika, Franciszki Drąg, Anny Piotrowskiej, Anny Kotwicy i Władysława Klicha. Na pomoce naukowe komitet rodzicielski przekazał szkole w dniu otwarcia /7 października 1971 r./ 10 tys, zł, zaś Prezydium PRN - 15 tys. zł.”

Zeskanowany został też artykuł z “Głosu Bolesławca”, w którym pełniłem obowiązki Redaktora Naczelnego /strona 31 wydawnictwa/. Zaskoczyło mnie publikowane na stronie 25 zdjęcie kadry pedagogicznej z grupką dzieci, a największą satysfakcję sprawił tekst wyjęty z moich wspomnień spisanych w 2016 r. na prośbę grona pedagogicznego Zespołu Szkół im. Józefa Piłsudskiego w Nowej Wsi.


To skrót mojego pedagogicznego credo :

“Szkoła jest piękna kiedy ją kochamy, kiedy wyrasta z naszych marzeń i wyobrażeń, kiedy stanowi oazę naszej mądrości i radości, kiedy identyfikujemy się z nią bez reszty. Szkoła staje się naszą chlubą i dumą, jeśli wypełnimy ją słoneczną przyjaźnią, empatią, kiedy odkryjemy w niej skarbiec wiedzy o świecie i nici wzajemnego zrozumienia w kręgu dobranej kadry pedagogicznej i rzeszy wychowanków. Szkoła to przede wszystkim dzieci, które łakną miłości, ufności, zaufania, które są wyjątkowo wrażliwe na krzywdę i mają swój odrębny świat zakodowany w niepowtarzalnych barwach i baśniowym bogactwie fantazji”. 


środa, 9 listopada 2016

SZKOŁA NA ŚWIAT OTWARTA




“ Dr Kurt Waldheim - Sekretarz Generalny ONZ w Nowym Jorku. Z okazji 60 rocznicy Pańskich urodzin, w przededniu rozpoczynającego się Międzynarodowego Roku Dziecka, w uznaniu olbrzymich zasług na rzecz dzieci całego świata, z prawdziwą satysfakcją przekazuję symboliczny medal “PRIMI INTER PARES”, który nadajemy naszym wielkim Przyjaciołom i Mecenasom.

...Dzieci mają prawo do życia w pokoju, prawo do szczęścia rodzinnego i wyrastania na mądrych, dojrzałych ludzi, w atmosferze życzliwości i zainteresowania, w dobrobycie, w cieple międzynarodowej przyjaźni i współpracy. Cieszy nas fakt, że polska inicjatywa wychowania dla pokoju znalazła pełne poparcie na forum ONZ, którą kieruje Pan w mądry sposób od wielu, wielu lat.

...Z serdecznym pozdrowieniem od całej szkolnej społeczności bolesławieckiej “Ósemki” - mgr Paweł Śliwko, dyrektor szkoły”.

Bolesławiec, blisko 40-tysięczne miasto, leży z dala od głównych traktów, w woj. jeleniogórskim, w południowo-zachodniej części Polski. Jedno z wielu miast, które w 35-leciu zyskało nowe oblicze : obok podniesionej z wojennych zniszczeń starówki /barokowe kamieniczki mieszczan biegną w czworokącie wokół ratusza na rynku i starych kościołów/ rozrosły się nowe osiedla, domy towarowe, kina i szkoły. Do Szkoły Podstawowej nr 8 idę wśród bloków Spółdzielni Mieszkaniowej “Bolesławianka”. Dzieci mają parę kroków do swojej szkoły, wybudowanej na Tysiąclecie, podobnej więc do setek szkół w polskich miastach i wsiach.


Dyrektor “Ósemki”, Paweł Śliwko : - Kiedy w pamiętnym  z wielu tragicznych wydarzeń 1942 roku Janusz Korczak szedł wraz z 200 ustawionymi w czwórki wychowankami ostatnią drogą swojego życia - do komór gazowych Treblinki - miałem zaledwie 7 lat. Jechałem wraz z rodzicami w głąb III Rzeszy, na roboty przymusowe do Prus Wschodnich, w okratowanym zimnym wagonie, pogardliwie zwanym “wagonem bydlęcym”. Podróż i głód trwały wiele tygodni, by potem przeciągnąć się na długie bezkresne lata. Kiedy Janusz Korczak umierał - niemiecki bauer niedaleko Królewca bambusową laską uczył mnie dekalogu praw polskiego dziecka-niewolnika. Pasałem wówczas konie sadysty, którego ciosy bolały podwójnie : fizycznie, bo byłem wątłym, krzywicznym, wiecznie wygłodzonym dzieckiem “polskich niewolników” i psychicznie, gdyż była to krzycząca niesprawiedliwość, krzywda zupełnie niezrozumiała i niezawiniona.
Należę do pokolenia dzieci wojny, które nie miały dzieciństwa. Moja nauczycielska praca przerodziła się w życiową pasję. Zweryfikowałem opinie Starego Doktora w tworzeniu “szkoły serca”, otwartej na wszystko co mądre, piękne i życzliwe, w której uczniowie są partnerami wychowawców i  współgospodarzami oraz współautorami wszystkich poczynań na co dzień.
Klasa II “B” - klasa młodych jungów : uczą się w niezwykłym otoczeniu, w świecie morskiej przygody. Wzdłuż ścian, w gablotach - setki eksponatów z mórz i oceanów świata. Przy pulpitach siedzą chłopcy i dziewczynki w błękitnych marynarskich  bluzach. Bosman Jacek, bosman Marysia i Teresa oprowadzają gości po klasie-muzeum. Wiedzą bardzo dużo o rybach, muszlach, dziesiątkach innych morskich okazów, miniaturach statków, latarni morskich - a żyją przecież w regionie oddalonym od morza setki kilometrów.


Z kolei Klub Neptuna. W bajecznym kolorowym wnętrzu, wśród kolekcji ogromnych krabów, płetw rekinów, muszli są skarby nieocenione : stargana przez wichry polska bandera, która powiewała nad Stacją im. Arctowskiego na wyspie King Georgie, na dalekiej Antarktydzie i dziennik pokładowy statku m/s “Antoni Garnuszewski”, który przewoził polskich badaczy na odległy kontygent. W Klubie Neptuna czytam wiele depesz nadawanych z polskich statków do przyjaciół z Bolesławca. Załoga statku rybackiego m/s “Wineta” nadaje przez Szczecin-Radio świąteczne i noworoczne życzenia. po czym informuje : “Plan rejsu : przeholowujemy awaryjnie inny statek ze środka Atlantyku do Las Palmas, a następnie płyniemy do Antarktydy STOP. Powrót do kraju koniec maja”.
Morska przygoda bolesławieckich dzieci zaczęła się wiele lat temu, kiedy dyr. Paweł Śliwko, kierując wówczas Szkołą Podstawową nr 4 im. Jana Matejki, nawiązał kontakt  z załogą statku noszącą również imię wielkiego artysty. Rychło marynarze roztoczyli opiekę nad szkołą-imienniczką. Z nadsyłanych przez wiele lat marynarskich darów “Czwórka” utworzyła imponujące muzeum morskie. Zaś dyr. Śliwko, z zamiłowania plastyk, stał się rrównież zagorzałym nauczycielem-marynistą, członkiem Stowarzyszenie Kultury Morskiej. Kierując “Ósemką” wziął udział w Kongresie Kultury Morskiej, na którym zyskał nowych przyjaciół dla szkoły.
Marynarskie mundurki na co dzień, lekcje w morskim muzeum, pomnik “Bohaterskich Obrońców Helu” i “Ludziom Morza” w szkolnym Parku Przyjaźni, kontakty z wieloma instytucjami na Wybrzeżu, w tym z kolegami ze Szkoły Podstawowej nr 14 w Gdyni - to kolejne stopnie morskiego wtajemniczenia. A potem - największa przygoda na pokładzie statku, wśród prawdziwych ludzi morza. Śladem uczennicy VII klasy Elżbiety Kilimnik, która opłynęła wybrzeża Afryki Zachodniej w trzymiesięcznym rejsie na statku rybackim “Wineta”, wyruszyło na wody Bałtyku, pod żaglami “Zawiszy Czarnego”, 36 uczniów morskiej klasy VII “b”.



Kontakt z morzem przysparza dzieciom z przemysłowego Bolesławca przyjaciół na świecie. Jest wśród nich nasz rodak z Fryburga ze Szwajcarii, pisarz marynista - dr Bronisław Miazgowski, twórca Międzynarodowego Instytutu Kultury Morskiej. Mimo sędziwego wieku odwiedził młodych przyjaciół. Przyjęto go z honorami w “Ósemce” /jego imię nosi morskie muzeum/. Wśród przyjaciół szkoły jest nasz rodak z Australii, pan Józef Adamiec z Melbourne, który za pośrednictwem marynarzy przesyła eksponaty do muzeum morskiego.
W maju, nie po raz pierwszy zresztą w takiej liczbie, przyjechało do szkoły aż trzech kapitanów żeglugi wielkiej z zaprzyjaźnionych z “Ósemką” statków. W szkole otwarto już trzecią izbę muzeum  morskiego, tym razem w całości poświęconą Antarktydzie. Zbiory dostarczyła załoga m/s “Antoni Garnuszewski” i jego dowódca kpt. ż. w. Tadeusz Kalicki. Morze, tak umiłowane w “Ósemce”, rozlewa się na cały Bolesławiec. Już wcześniej na wniosek szkoły nowy park miejski i przyległa do niego ulica otrzymały nazwę Obrońców Helu. Teraz ulica biegnąca wzdłuż szkolnego parku nosi imię Ludzi Morza.


Świat innych przeżyć : klasa-muzeum sztuki ludowej. Pierwszaki w otoczeniu barwnych eksponatów wodnymi farbami malują na kartonach swoją wizję świata. Najlepsze ich prace znajdą się w Galerii Przyjaźni na parterze szkoły - wśród dziesiątków obrazów polskich, niemieckich, czeskich i węgierskich rówieśników. Pierwsze piętro zajmuje galeria malarstwa i grafiki współczesnej imienia serdecznego przyjaciela szkoły  - prof, dr Tibora Csorby, Węgra mieszkającego w Warszawie. Profesor co roku funduje nagrodę dla najlepszego ucznia-plastyka,a dzięki jego pomocy młodzi artyści tej szkoły wyjeżdżają na plenery malarskie na Węgry. I piętro drugie : salon Biura Wystaw Artystycznych, gdzie kilka razy w roku zmieniają się ekspozycje dzieł sztuki.
Szkoła jest dumna z jednego z wielu odznaczeń. Nosi tytuł Mecenas Sztuki.
Cóż jeszcze odkryję przed Wami w jej murach? Symbol związku z regionem : urządzone  w dwóch salach, do złudzenia przypominające kopalniane chodniki, Muzeum Górnictwa /jesteśmy na skraju Legnicko-Głogowskiego Zagłębia Miedziowego/. Symbol pietyzmu szkoły, noszącej imię / … / Bojowników o Wolność i Demokrację, dla najnowszej historii : w Izbie Pamięci wśród imponujących zbiorów ukazujących drogę polskiego żołnierza na frontach II wojny światowej, jest ziemia z pól bitewnych Helu, Monte Cassino, Lenina, Tobruku, z miejsca zaślubin z morzem.


Uczniowie powiadają o “Ósemce”: “To nie jest szkoła, do której się uczęszcza. To jest szkoła, w której się żyje !” Dyrektor Śliwko dodaje: - Zgodnie z zasadą mojego mistrza, Doktora Korczaka, dziecko ze szkoły musi wynieść wiedzę, ale prócz tego powinno przeżyć silnie swój pobyt w szkole. I stąd bierze się nasz system wychowawczy: w młodszych klasach, w kontakcie ze sztuką wychowujemy “Przyjaciół Muz”, w klasach średnich “Miłośników Morza”, w najstarszych “Młodych Obywateli”, którzy pobierają lekcje wychowania obywatelskiego w szkolnej Izbie Pamięci, odkrywają koloryt i sens patriotyzmu, poznają tradycje regionu.


Medal “PRIMI INTER PARES” /Pierwszemu wśród równych - złe tłumaczenie autora - przypisek PS/ przyznajemy i uczniom, i naszym przyjaciołom - dodaje dyrektor. - Tak,  uczniowie są partnerami dorosłych, współgospodarzami szkoły. Umieją oceniać świat dorosłych. To oni kierują do Kapituły Orderu Uśmiechu wnioski o wyróżnienie tym Orderem przyjaciół dzieci, wśród których są tacy ludzie, jak kapitan z. w. Tadeusz Kalicki i sekretarz generalny ONZ dr Kurt Waldheim.
Dyrektor Śliwko, pedagog o 25-letnim stażu pracy, sam kawaler Orderu Uśmiechu, wyjaśnia zasady pracy w “szkole serca”:
-Nasza szkoła jest wielkim Pałacem Młodzieży, wypełnionym po brzegi tym wszystkim, co kształtuje wrażliwość młodego człowieka i daje mu radosne dzieciństwo.Kształtujemy w niej postawy przyszłego wolnego i odpowiedzialnego obywatela. Ludzie pytają : po co morska przygoda dzieciom w szkole tak odległej od Wybrzeża? Morska przygoda - odpowiadam - kształtuje osobowość dziecka : uczy koleżeństwa, współpartnerstwa, odpowiedzialności, pracowitości, odporności na dramatyczne zdarzenia. I tego szczególnego humanitaryzmu ludzi morza /oni zawsze w potrzebie wyciągają dłoń do innego człowieka/, jakże potrzebnego ludziom naszych czasów.


Szkoła jest otwarta na świat. Dzieci piszą do przyjaciół na wszystkich kontynentach, do naszych rodaków z zagranicy, do marynarzy na dalekich oceanach, do polskich żołnierzy pod błękitną flagą ONZ, dostają listy z Australii, Szwajcarii, z nowojorskiej siedziby ONZ. Tak, świat przybliża się do nas, świat się skurczył, a dzięki temu coraz bliżej i pełniej poznajemy i rozumiemy  człowieka.

“Szanowny Panie Śliwko ! Dziękuję Panu za list z 24.XII.1978 r. informujący mnie, że uczniowie Szkoły Podstawowej nr 8 w Bolesławcu przyznali mi medal “Primi inter Pares.” / … /Jestem bardzo wdzięczny za ten miły gest. Nabiera on wielkiego znaczenia w Międzynarodowym Roku Dziecka, w związku z którym Polska wykazała wiele inicjatyw w interesie przyszłości dzieci na całym świecie./ … /
Z serdecznymi pozdrowieniami szczerze oddany                                                                    Kurt Waldheim


“SZKOŁA NA ŚWIAT OTWARTA”. Autor : Tadeusz Wójciak, “Panorama Polska” nr 6 czerwiec 1979 r. Zdjęcia : Krzysztof Wojciewski.