środa, 30 września 2015

SKARBY Z LAMUSA - cz. 4



Drobna z pozoru rzecz - zwyczajna kartka pocztowa, zwykle urzekająca kolorami i lapidarną treścią, skrótem myślowym. Dziś ten sposób komunikowania się ludzi między sobą wychodzi z użytku /zastąpiony przez telefon komórkowy i komputer/. Inne czasy, inna epoka w rozwoju ludzkości, inny świat. Ja należę do świata bezpowrotnej przeszłości, w której było miejsce na bezmiar uczuć wyrażanych również w papierowych epistołach lub na maleńkiej pocztówce, dlatego stanowią cenną pamiątkę osobistą, zatrzymany na chwilę czas.Kiedy odczytuję ponownie tych kilka ciepłych słów - z niepamięci wyłaniają się twarze serdecznych przyjaciół, ludzi dobrych, szczerych, otwartych, życzliwych, z którymi w realnym życiu już się nie spotkam. Bardzo mi ich brakuje.

New York, 15. 07. 1969

Serdeczne pozdrowienia z Ameryki Północnej przesyła 

T. Skorupiński

P.S. Z Gdyni napiszę list.TS.


Hamburg, 20. 10. 1972.

Drogi Panie Dyrektorze !

Otrzymałem Pański list tuż przed wyjazdem w krótki rejs na statku “Pekin” do Finlandii i Niemiec. Dlatego odpisuję dopiero teraz. Bardzo zmartwiło mnie to, co spotkało Pana. Tyle lat pracy i taka zapłata. Ileż wartościowych idei, poczynań ludzkich zostaje zmarnowanych z tak niskich pobudek jak zawiść, zazdrość, własny interes, snobizm. Spotykamy się przecież z tym wszyscy i mamy tylko dwie drogi do wyboru : tą prostą - odpowiadającą naszym pryncypałom i tą, która wg. naszego sumienia jest prawą i konstruktywną. Staram się iść tą drogą i cieszę się, że Pan też nie opuszcza rąk i bierze się do roboty od początku.

Chętnie pomogę Panu. Wstępnie rozmawiałem już z załogą mojego statku. Wprawdzie mamy specjalny patronat nad II LO w Gdyni, ale nie przeszkodzi to zupełnie naszym kontaktom. Zaczniemy najpierw od listów. Potem zobaczymy jak postępować dalej. Za rok najprawdopodobniej wyląduję na budowie statku towarowo - szkolnego / może to będzie dla Pana i Szkoły nr 8 dobry statek dla akcji patronackiej /. Na razie “Pekin” z końcem miesiąca wychodzimy z Gdyni na linii indonezyjsko - australijskiej. Rotację podam później.

Serdecznie Pana pozdrawia - Keep smiling -

Tadeusz Kalicki




m/s “Pekin” Napier N. Z.

18. 08. 1973 r.

Szanowny Panie !

Przesyłam Panu i na Pańskie ręce dla Grona Profesorskiego i wszystkich Uczniów - serdeczne pozdrowienia od siebie i całej załogi m/s “Pekin”. Dziękujemy bardzo za listy. Obszernie odpiszemy z Panamy. Jestem pewny, że po naszym powrocie zorganizujemy spotkanie na statku. Gratuluję zapału i uporu w krzewieniu morskości wśród młodzieży jak również wykorzystania tych spraw w procesie wychowawczym młodego obywatela.

T. Kalicki, Kpt.




Gdańsk, 14. 10. 1974

Drogi Panie Dyrektorze !

Bardzo przepraszam, że tak zwlekałem z odpowiedzią na Pański miły list. Sierpień, wrzesień i połowa października to był najgorszy dla mnie okres. Nie mogliśmy dopuścić do zawieszenia działalności Liceum /Morskiego/, a na to się zanosiło. Ogromnym nakładem pracy organizacyjnej, pracując 12 - 14 godzin na dobę - dopięliśmy swego. Kandydaci zostali już wprowadzeni na statek w sierpniu, a Liceum z początkiem września ruszyło z nauką mimo postoju w stoczni. Także może Pan sobie wyobrazić zakres problemów kiedy to razem trzeba było “ciągnąć” - przebudowę, remont starej części statku, wprowadzenie personelu szkolnego w warunki statku, wprowadzenie załogi w problemy szkolne, no i najważniejsze - zabezpieczenie nauki teoretycznej i praktycznej dla 165 uczniów. Do tego normalne kłopoty z internatem i żywieniem ich na statku. W tej chwili dobijamy do końca, jeszcze tydzień i wychodzimy w morze na trzy dni prób z całym stanem osobowym. Po próbach stajemy w Gdyni przy Skwerze Kościuszki na miejscu “Burzy”. Zacznie się wtedy normalne życie szkoły, chociaż w tym słowie “normalne” kryje się wiele jeszcze niespodzianek, wiele niesprawdzonych koncepcji i planów.

Nie uwierzy Pan, ale najwięcej kłopotów miałem i mam z personelem funkcyjnym szkoły.Nie mogę przełamać się do warunków statku - szkoły i do roli Kapitana i załogi. Za dwa tygodnie, t.j. 27 października urządzamy uroczyste podniesienie bandery - przekazanie statku do eksploatacji przez Liceum Morskie. Przez p. Kulczewskiego przekazałem w imieniu Dyrektora Liceum i swoim zaproszenie Pana z delegacją na tą uroczystość. Jeszcze raz serdecznie zapraszam. Lokum będzie na statku, którego miejsce postoju jest idealne. Dyrektor Liceum inż. Edward Gill zna Pana osobiście i serdecznie ucieszył się z możliwości rozwinięcia kontaktów między szkołami.

W “Namiarach” październikowych zamieszczony został Pana artykuł - gratuluję, świetnie napisany.

Jak zawsze - jestem zafascynowany Pańską żywotnością, energią i ambicją tworzenia nowych kierunków i form kształcenia i wychowywania młodzieży. W międzyczasie stałem się Pana młodszym kolegą po fachu. Cieszę się ze spotkania, bo będzie okazja i porozmawiać i poradzić się w wielu sprawach.

Serdecznie Pana pozdrawiam, przekazuję ukłony dla Małżonki, pozdrawiam wszystkich naszych Przyjaciół.

Tadeusz Kalicki

P. S. W sierpniu8 dostaliśmy Wasze kartki z Ustki dosłownie 15 minut przed wyjazdem do Was.


Komentarz. Tadeusz był człowiekiem wielkiej klasy i kultury osobistej, obytym w szerokim świecie, urzekającym taktownym zachowaniem, eleganckim w każdym detalu, dyplomatą i prawdziwym ekspertem w sprawach morskich. Był autentycznym autorytetem, cieszył się szacunkiem marynarskiej braci i przełożonych, miał otwarte serce dla przyjaciół i młodego pokolenia, które go podziwiało. Wystarczyło kilka miesięcy znajomości i zostaliśmy przyjaciółmi na dobre. I tak już pozostało. Był bezinteresownym darczyńcą, przywiózł do szkoły mnóstwo bezcennych upominków, z któregoś z indonezyjskich rejsów dostarczył np. całą galerię olejnych wielkoformatowych obrazów ilustrujących tropikalny krajobraz egzotycznych wysp oraz rybaków i rolników na zawodnionych ryżowiskach. Prawdziwe bezcenne dzieła malarskie uzdolnionego azjatyckiego artysty. Dziś nie ma po nich śladu ... 

Jedną z sal muzealnych nazwaliśmy jego imieniem. Otrzymał na wniosek szkoły ceniony wysoko “Order Uśmiechu” nie licząc innych odznaczeń i wyróżnień dla zasłużonego donatora.

Sympatyczna pocztówka spod wieży Eiffla w Paryżu od T. Skorupińskiego. Sympatycy szkoły pamiętali o nas w każdym zakątku świata i przy każdej - zwłaszcza urlopowej - okazji.





Następna karta pocztowa przywędrowała z Wysp Kanaryjskich od naszej honorowej podróżniczki - uczennicy Elżbiety Kilimnik, której rejs na statku m/s “Wineta” po wodach Afryki zafundował Kapitan i załoga. To dla dziewczynki była 3 - miesięczna przygoda życia, fantastyczna i jedyna w swoim rodzaju, z chrztem morskim na równiku i obserwacją ciężkiej pracy wyspecjalizowanej załogi rybackiej /statek nie tylko łowił ryby, ale też je przetwarzał - był swego rodzaju pływającą po wodzie fabryką, bardzo nowoczesną jak na tamte odległe już czasy/. Uczennica po powrocie z rejsu bardzo szczegółowo opisała w szkolnej kronice swoją niezapomnianą przygodę z Neptunem.





21. 08. 1969, Australia

Karta pocztowa z drugiej półkuli, z Australii. Jak zawsze - ciepła, serdeczna, pisana w pośpiechu, z poczuciem humoru, w jakimś stopniu anonimowa / podpis - “trójca z Australii”/. Cytuję tekst :

‘Doprawdy trudno jest wybrać ładne widoki, które byłyby ciekawe i oryginalne. Niewiele ciekawych rzeczy.

Serdecznie dziękujemy za kartkę, która dotarła do nas z opóźnieniem. Pozdrowienia dla Żony i Znajomych. Nasz pasażer na gapę czuje się dobrze. Z okazji rozpoczęcia roku szkolnego przesyłamy serdeczne życzenia.




Kolejna pocztówka - “lądowa”, od absolwentki szkoły, która nadal czuje się z nią emocjonalnie związana. Taka korespondencja wymownie potwierdza efektywność wychowawczej pracy placówki oświatowej i trafny dobór kontaktów interpersonalnych grona pedagogicznego i uczniów.


“Expresik gorących pozdrowień z pięknej Czechosłowacji zasyła dla Kierownika Szkoły nr 4 w B -cu - była uczennica Bożena Stasiak.”

Benesor u Semil, dn. 26. VI. 1969 r.



Kolejna pocztówka przysłana w zastępstwie męża przebywającego “ w morzu”w morzu” - wg. marynarskiego żargonu.


Serdeczne życzenia Świąteczne oraz Noworoczne - zasyła M. Kędzierska.

W imieniu męża bardzo dziękuję za życzenia. Mąż obecnie pływa na m/s “Konin” - Zatoka Perska, w kraju będzie na początku marca.

Gdańsk, grudzień 1973 r.




Dla odmiany - polski pejzaż morski ze Świnoujścia w kolorach środka rozsłonecznionego lata.
 

Najserdeczniejsze pozdrowienia przesyłam dla Ciebie i Rodziny. Pogoda w kratkę. Po czterech dniach słonecznych i wczorajszej ulewie - dziś znowu mamy słonecznie, ale chłodno. Jest tutaj duża paczka kolegów z Bolesławca. Sympatycznie / łącznie z wyżywieniem /, barek obleci, oby wszystko sprzyjało do końca … 


/ podpis nieczytelny /

Świnoujście, 6. 08. 1974 r.


Kapsztad, 20. 10. 1976 r.

Proszę łaskawie przyjąć serdeczne pozdrowienia z Kapsztadu. Tak się złożyło, że Święta i Nowy Rok spędzamy w morzu, ale trudno.

Życzę Panu, Pana współpracownikom i uczniom duo sukcesów i wszystkiego najlepszego. 
Z poważaniem - Z. Porejko




Drodzy Państwo !

Dziękujemy za karteczkę z Ustki, która przyszła kiedy wsiadaliśmy do samochodu, żeby zobaczyć się z Wami. Mąż teraz całe dnie siedzi na stoczni, bo kończą się wakacje, a przecież dużo jest do zrobienia na statku. Już ma 80 uczniów, I - szą klasę, a w poniedziałek będzie 160 - ciu. Chciał sam wysłać tę paczkę, ale jeszcze trzeba by czekać, a dzieci niech mają co czytać i oglądać. Koperty są z naszego Jarmarku. W niedzielę przywozimy nasze dzieci z Borów Tucholskich, pogoda piękna, siedzą pod namiotami, pływają, nie chcieli wcześniej wracać. Szkoda, że Państwo nie mieli dalej pogody, wydawało się, że sierpień będzie jeszcze gorszy, a stało się odwrotnie. Mąż pod koniec wcześnie wychodzi ze stoczni, będzie chyba miał więcej wolnego czasu. Serdecznie Państwa pozdrawiamy i życzymy wszystkiego dobrego w nowym roku szkolnym.

Marta

Komentarz. Kapitan T. Kalicki został oddelegowany przez armatora do remontu i adaptacji na pływające Liceum Morskie dużego statku m/s “Edward Dembowski” /jego model znalazł się w bolesławieckim muzeum szkolnym “Ósemki”/. Z zadania wywiązał się na medal, był też przez jakiś czas dowódcą tej jednostki pływającej, potem przejmując szefostwo na kolejnych statkach.

O epizodzie z wczasów /nieudanych/ w Ustce prawie zapomniałem. Korespondencja przyjaciół odświeża pamięć bardzo skutecznie.

wtorek, 1 września 2015

SKARBY Z LAMUSA - cz. 3.

Wśród kilkunastu poznanych osobiście dowódców statków Polskich Linii Oceanicznych wielu wyróżniało się elokwencją, a wszyscy kulturą osobistą i kompetencjami. To byli /i są zapewne do dzisiaj, chociaż wielu służy pod obcymi banderami/ fachowcy najwyższej klasy i godni szacunku i podziwu ambasadorowie RP. Wspaniali ludzie morza, za pan brat z żywiołem króla Neptuna. Ludzie z sercem na dłoni.

Przytaczam dwa listy Kapitana Ż. W. Mariana Warmińskiego.




Kotka 29. 07. 1971
Drogi Pawle !

Dziękuję bardzo za kartkę z pozdrowieniami. Jestem obecnie na m/s “Żywiec” od 11 czerwca b.r. Do końca grudnia jestem na linii Gdańsk - Finlandia, to znaczy Gdańsk - Helsinki - Kotka, czasem jeszcze do tego porty takie jak Valkom, Homina. Po grudniu idę na stocznię, potem rejs do Afryki Zachodniej, by znów /.../ powrócić na linię do Finlandii. Myślę, że w następnym roku mógłbyś z żoną i dziećmi zafundować sobie taki rejs, a koszta się Tobie na pewno zwrócą ? Zastanów się nad moim projektem, ponieważ zaliczyć Finlandię to sukces…

Ja w domu po zejściu z m/s “Jan Matejko” miałem poważną chorobę Żony, lecz wszystko już przeminęło szczęśliwie, operacja dała pozytywne wyniki. Ucałuj i pozdrów ode mnie całą szkołę wraz z Radą Pedagogiczną, 
Całuję i pozdrawiam Ciebie serdecznie wraz z Twoją Rodziną.
 Marian W.


P.S. Napisz do mnie na adres na kopercie do Kotki. W kraju jestem co drugi tydzień od niedzieli do piątku po południu, teraz będę 1 - go sierpnia do 2 - go. 
Czekam. Marian



Komentarz. Nie skorzystałem z możliwości podróży do malowniczej Finlandii, nie pływałem na żadnym statku PLO, nie pozwalały na to praca w szkole i skromna zawartość portfela. Ceniłem wysoko życzliwe oferty przyjaciół - marynarzy, daleki jednak byłem od profitów, których realizacja zwykle oznacza koniec przyjaźni. 




Helsinki, 3. 10. 1971

Drogi Pawle !

Bardzo przepraszam Ciebie , że odpowiadam na Twój list z dnia 18. 08.b.r. dopiero teraz, lecz naprawdę ta linia absorbuje mnie pod względem czasu, że dla siebie nie mam rzeczywistego czasu ! Co słychać u Ciebie, Twojej Rodziny, w szkole? Byłeś z uczniami na m/s “Matejko”, szkoda, żeś do mnie nie zadzwonił, może w tym czasie byłem w kraju, tak samo mam pretensje do Ciebie, że będąc w czasie wakacji na Wybrzeżu nie zadzwoniłeś do mnie, przecież masz mój adres i numer telefonu. Jeśli zgubiłeś mój adres, to w każdej książce telefonicznej znajdziesz. 

Podtrzymuję moją ofertę do Finlandii i gdyby nawet nie było miejsca /na statku - PS/, to będziecie mieszkać u mnie, to nie problem. Jeśli będziesz na Wybrzeżu następnym razem - to chcę się z Tobą zobaczyć, pamiętaj ! Co słychać w szkole, jak przebiegają kontakty? Widziałem w “Tygodniku Morskim” zdjęcia z Waszego pobytu na tym nie zapomnianym przeze mnie statku. Jakie masz układy z dowództwem m/s “Matejko”?

Czekam na list od Ciebie, pozdrawiam i całuję Ciebie, Twoja Rodzinę, Radę Pedagogiczną i uczniów.
 Marian W. 



Długoletnia korespondencja łączyła nas z Kapitanem Ż. W. Tadeuszem Kalickim. wyjątkowo zasłużonym mecenasem szkoły. Cytuję kilka przykładów serdecznych więzi. 


30. 05. 1974 r.

Drogi Panie Dyrektorze !

Zgodnie z naszą umową chciałbym zaproponować termin naszej wizyty w Bolesławcu. Planujemy na 10 - 12 czerwca. Jeżeli będzie odpowiadało to Panu zjawimy się samochodem w tym okresie. Skład naszej delegacji : Radio-oficer Zenon Bogucki, bosman Teodor Pałyzga, starszy marynarz Andrzej Kalicki, moja Żona i ja. Chcę wyjechać bardzo wcześnie rano, żeby stawić się u Was około południa. Jeżeli byłby Pan tak uprzejmy to prosiłbym o zarezerwowanie hotelu na dwie noce dla nas. Bardzo cieszę się z następnej okazji zobaczenia się z Panem, jak również z możliwości zobaczenia wreszcie legendarnego Bolesławca.

Załączam pozdrowienia od Żony, serdecznie pozdrawiam. Do zobaczenia.

Tadeusz Kalicki





Gdańsk 17. 06. 1974 r. 

Drodzy i Szanowni Państwo !

Trudno jest wyrazić słowami co czuliśmy będąc w gościnie u Was. Takie przeżycia nie zatrze nigdy czas. Wasza gościnność będzie przysłowiową dla nas. A najważniejsze, że poznaliśmy Was, naszych Przyjaciół, Ludzi wielkiego serca. W imieniu całej delegacji jeszcze raz składam Wam gorące podziękowanie za przeżyte wspaniałe chwile w Bolesławcu. Życzymy Wam dalej tego samego wielkiego zapału twórczego, dzięki któremu dokonaliście tak wiele. Tylko dzięki takim ludziom jak Wy - Polska rośnie w siły i znaczenie. 

Serdecznie Was pozdrawiamy. Do zobaczenia.

Marta i Tadeusz Kaliccy
m/s “Pekin”, Fremantl,
28. 03. 1974


Panie Dyrektorze !

Przesyłam Panu wiele serdecznych życzeń z okazji Świąt. Cieszę się bardzo, że zobaczymy się w Gdyni po naszym powrocie / z rejsu /. Powinniśmy się tam zjawić gdzieś około 4 - 5 maja. Wyślę jak zawsze telegram. Dziękuję bardzo za listy, zdjęcia i wycinki z gazet.

Jestem pewien, że tym razem zorganizujemy wreszcie wyjazd do Bolesławca, jako że wszyscy prawie schodzimy na urlop.

Rejs najdłuższy ze wszystkich / … / ze względu na długie postoje w portach. Mimo to załoga doskonale zdaje trudny egzamin. Czuję się po prostu zmęczony, to już prawie dwa lata na tym samym, zresztą świetnym statku.

Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam -

T. Kalicki

P.S. Proszę przekazać serdeczne pozdrowienia Paniom, które nas odwiedziły, jak również Młodzieży.


2. V. 1974 .

Szanowny Panie Dyrektorze -

Bardzo serdecznie dziękuję za przemiły list. Obleciał, oczywiście, całą rodzinkę, gdyż wszyscy słyszeli o bolesławieckiej młodzieży i sprawił też radość wiadomością medalową.

Ale najcenniejsze jest to zdani, w którym mówi Pan o “/ … / powrocie wiary w ludzi i sens tworzenia” / … /. Nasza mama jest wręcz dumna.

W związku z tym, że nie tylko sam “Pekin” interesuje Pańskich wychowanków, a wszystko co z morzem ma związek - załączam jeszcze kilka zdjęć z innych statków. W zapasie mam sporo ciekawostek zdjęciowych z Grecji, Turcji i Libanu - z własnego rejsu, lecz jeszcze nie opracowanych, w większości w próbkach małych formatów. Chroniczny brak czasu nie dozwala mi zająć się czymkolwiek innym niż książki. Ślęczę w nich co dzień około 10 - 12 godzin. Taki los. Na szczęście sprawia mi to dużo przyjemności. I tak jeszcze dwa miesiące. Potem będzie znowu normalna rzeczywistość - statek. No i nasze zdjęcia. Postaram się, aby były coraz ciekawsze i lepsze technicznie.

Za zaproszenie bardzo dziękuję. Informacją o “paru średniowiecznych zamkach” i kustoszach zaprzyjaźnionych rozpętał Pan we mnie wręcz burzę - ta dziedzina jest moją odskocznią od wszelkiej szarości dnia codziennego. Mój udział w tych rozkoszach ducha jest oczywiście pod znakiem zapytania : 1. czas, 2. czy Tadzik zaakceptuje?

Jeszcze raz b. dziękuję i serdecznie pozdrawiam.

Andrzej Kalicki



Tę część skarbów z lamusa zamykam świąteczną pocztówką byłej uczennicy - wzorowej, skromnej absolwentki szkoły, która przywędrowała aż z USA. To lapidarna, ale bardzo szczera i wzruszająca adresata korespondencja. 

“Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku zasyła Joasia /Prokopowicz/. I jeszcze data - Nowy Jork - 12. 12. 1964. “

Prehistoria? Być może, ale to dowód dziecięcej empatii, którą zawsze bardzo ceniłem. A inne listy i pocztówki ? Dla mnie są na wagę złota. 



wtorek, 25 sierpnia 2015

SKARBY Z LAMUSA - cz. 2.

W długoletniej korespondencji z ludźmi morza - wśród listów i pocztówek z całego świata - dominują maszynopisy wysyłane z miast portowych przez dowódców statków. Nierzadko bardzo osobiste, o wysokim poziomie kultury słowa, mieszczące garść refleksji o polskich sprawach widzianych z dalekiej perspektywy. Ci ludzie z certyfikatem fachowców najwyższej klasy - nie zajmowali się polityką w sensie dosłownym, za to nie szczędzili informacji o egzotyce przeżywanej na co dzień, spełniali rolę dydaktyków i wychowawców, świadomi byli bowiem misji szkoły w wychowaniu morskim młodzieży. Zawdzięczaliśmy im wyjątkowo dużo jako szkoła otwarta na świat realizująca autorską koncepcję innowacji pedagogicznej.

Cytuję fragmenty listu i kartki pocztowej oficera PLO Tadeusza Kędzierskiego pływającego na statku m/s “Władysław Orkan”.


Pekin, 30.04.1973 r.

Szanowny Panie !

Uprzejmie Panu dziękuję za list, który dopiero teraz otrzymałem, ponieważ żona wysłała mi go do Chin, jak również Pana wychowankom za przemiłe życzenia świąteczne. Korzystamy obecnie z okazji i przebywamy na wycieczce w Pekinie, skąd przesyłam Panu jak również Pana wychowankom gorące pozdrowienia i życzę owocnych wyników w pracy i nauce. Przepraszam, że tylko tyle piszę. Na list Pana odpiszę po powrocie z wycieczki.





Shanghai, 16.05.1973 r.

Szanowny Panie !

Uprzejmie Panu dziękuję za list, jak również za życzenia i kartki od Pana wychowanków z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Te przyjemne święta spędziłem we włoskim porcie Genora. Do kraju wróciłem w drugiej dekadzie stycznia. Krótki postój w Gdyni, obowiązki służbowe związane z remontem gwarancyjnym, sprawy rodzinne załatwiane w tak krótkim czasie nie pozwoliły mi odpowiedzieć na list Pana i kartki Pana wychowanków. Postanowiłem więc odpowiedzieć będąc już w trakcie nowego rejsu. Że robię to dopiero dziś - bardzo przepraszam.

Dziękuję również za zaproszenie do Bolesławca. Jeżeli będę w tym rejonie kraju - z wielką przyjemnością skorzystam z Pana zaproszenia. Kiedy Pan będzie w Trójmieście -również proszę mnie odwiedzić.

Obecnie pływam na statku m/s “Władysław Orkan” na linii chińskiej. Robię na tym statku drugi rejs półroczny. Po tym rejsie chcę zejść na urlop i wypocząć. Portów na tej linii mamy mało. W tym rejsie mieliśmy Las Palmas, Singapoore, Hoinkong i obecnie przebywamyw Shanghaju. W powrotnej drodze /wyjście około 25 bm./ mamy Singapoore, Casablankę, Hamburg i Gdynię. Spodziewamy się wrócić do kraju na początku sierpnia. Z ciekawostek w tym rejsie to zwiedzanie Pekinu, Chińskiego Muru i grobów Minghów. Reszta- to normalny szary, długi rejs.

Nawiązując do treści Pana listu - jest mi ogromnie przykro, że władze oświatowe mogły w ten sposób postąpić. No cóż - istnieje wiele hien w naszym społeczeństwie żerujących na ludzkim zapale, czyjejś twórczości i przywiązaniu do swojego zawodu. Odpowiem tylko na to - cóż to wszystko znaczy w porównaniu z satysfakcją i wdzięcznością młodych ludzi, którym daje Pan nie tylko wiedzę, ale też przykład jak należy podchodzić do wykonywania swoich obowiązków. Ten kapitał, którym Pan obdarza młode pokolenie już procentuje i będzie jeszcze więcej procentował, kiedy Pana wychowankowie staną przy warsztacie pracy. Proszę mi wierzyć, że wyrwany, a prawie skradziony Panu sukces i satysfakcja nie mogą być uważane przez Pana za porażkę, a tylko i wyłącznie za zwycięstwo. Zniszczyć i zaprzepaścić, zabrać komuś co stworzone - to bardzo łatwo. Gorzej jest coś samemu stworzyć i nie każdego na to stać. Jestem zupełnie pewien, że w nowej szkole, którą obecnie Pan kieruje, zostanie stworzony podobny obiekt. Sądzę, że my wszyscy, z którymi Pan utrzymuje kontakt - na pewno pomożemy.

Na tym zakończę, życząc Panu sukcesów w życiu osobistym i w pracy zawodowej oraz mile pozdrawiam -

Tadeusz Kędzierski

PS. Przesyłam również pozdrowienia dla Pana wychowanków, życząc im dobrych ocen na świadectwach i przyjemnych wakacji. Do listu załączam 6 małych fotografii obrazujących chiński mur.



Krótki komentarz. Stare porzekadło głosi, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Nowa szkoła to była wielka pustynia, na którą wyrzucono mnie bez powodu, bezdusznie i bez prawa do apelacji. Wszystko trzeba było zaczynać od nowa. Jeśli powstało dzieło jeszcze piękniejsze i bardziej spójne niż moja poprzednia placówka oświatowa - dużo w tym zasługi marynarskiej braci, ludzi morza, których ceniłem i kochałem.

To byli prawdziwi, niezawodni przyjaciele.


Ateny, 7. 02. 1972

Stoimy obecnie w porcie Pireus. Korzystając z wolnego czasu zwiedziłem Ateny, skąd wysyłam tę widokówkę. Przedstawia ona Akropol od strony stadionu olimpijskiego.

Przesyłam Panu, całemu Gronu Nauczycielskiemu i Wychowankom serdeczne pozdrowienia. 
T. Kędzierski





Najszczersze i najserdeczniejsze życzenia przesyłają jednak dzieci. Niech zostanie po nich trwały ślad w blogu.

“Moc pozdrowień dla ukochanego P. dyrektora zasyła Katarzyna Kaczmarek”.

Dziś już nie pamiętam twarzy dziewczynki /dziś zapewne dojrzałej kobiety i matki własnych dzieci/ , ale to wyznanie wzrusza i otwiera długi zestaw ciepłych radosnych wspomnień. Warto było oddać dzieciom serce : umiały się hojnie odpłacić empatią, uśmiechem, błahą gawędą, ofiarowanym po wycieczce polnym kwiatem. Klasyk - polityk, nie pedagog, powiedział kiedyś mądre zdanie :

“Nie ma piękniejszego zawodu, niż zawód nauczyciela, który rozumie swoje powołanie”.

Dlatego całe życie poświęciłem pracy z dziećmi i dla dzieci, przekształcając dwie szkoły nadbobrzańskiego grodu w kolorowe pałace i patriotyczne sanktuaria. I nie ma żadnego znaczenia fakt, że w opozycji pozostawały wobec moich działań lokalne władze oświatowe i partyjne. Przyjaciół miałem w całym świecie, dlatego wytrwałem do końca w realizacji chlubnej misji. Zawsze mogłem liczyć także na mądre, niezawodne w społecznym działaniu dzieci. I to są najpiękniejsze, najbardziej wartościowe i cenne wspomnienia, które wyciągam uparcie z lamusa. Żałuję, że mam coraz mniej czasu na ich upublicznienie. Że po prostu nie zdążę.


Prezentuję kolejny list - tym razem w języku angielskim, który otrzymałem od Polaka mieszkającego w Australii. Pismo dostarczył mnie Kapitan statku patronackiego m/s “Pekin”. Ciśnie się uparte stwierdzenie, że nasi rodacy - dumna z kraju pochodzenia Polonia - powoli zatraca znajomość ojczystego języka, chociaż ich serca biją nadal po polsku …


Reklamowa pocztówka z wizerunkiem pięknego statku PLO z serii poetyckiej - m/s “K. I. Gałczyński” i odręczna, chociaż urzędowa korespondencja pełnomocnika armatora d/s patronackich mgr Ryszarda Kulczewskiego. Poznałem go jeszcze na pokładzie m/s “Jan Matejko”, potem przyjaźniliśmy się przez kilkanaście lat, kiedy kierowałem szkołą Nr 8. 

“Serdecznie dziękuję Panu za przesłane życzenia z okazji Dni Morza, a za pośrednictwem Pana całej Radzie Pedagogicznej i Dyrekcji Szkoły.

PS. Uprzejmie zapraszam przedstawicieli szkoły do odwiedzenia Polskich Linii Oceanicznych, a wówczas przygotujemy zwiedzanie statku.”

Ryszard Kulczewski

Gdynia, 1.VII.1974

Kolejne kartki pocztowe.

“Serdecznie Panu dziękuję za miłą pamiątkę z naszego pobytu w Bolesławcu. Obiecuje, że mój kontakt z “Ósemką” będę utrzymywał i na kolejnych moich statkach. Serdeczne ukłony dla Pańskiej Małżonki, Pana oraz znajomych.”

Zenon Bogucki

Gdynia, 11.7.1974




“Szanowny Panie !

Serdecznie dziękuję za miłą przesyłkę z prawdziwymi słowami, które sprawiły mnie i moim kolegom wielką przyjemność. Często nie bliscy, a zupełnie obcy ludzie umieją sprawić chwilę prawdziwego przeżycia. Wiele pozdrowień dla Pana oraz pomyślności w Nowym Roku.” 
R. Kozłowski
Casablanca, 27. o1. 1975




“Szanowny Panie Dyrektorze,

Bardzo dziękuję za kartkę i zdjęcia. Zadowolony jestem, że młodzież tej szkoły mnie tak bardzo polubiła. Ja również mile wspominam spędzone chwile w Waszym gronie.

Przesyłam monetę z Getta Łódzkiego. Jak również przesyłam pozdrowienia dla Pana wraz z Małżonką, dla grona pedagogicznego i młodzieży”.

Teodor Pałyzga

Gdańsk, 10. 09. 1974



“Drogi Panie Dyrektorze !

Serdecznie dziękuję za miłą kartkę i pozdrowienia. Napewno zjawimy się w Ustce żeby Was zobaczyć ! Dziękujemy za notatkę prasową. Nasze zdjęcia / Andrzeja / udane, oglądaliśmy próbki, przywieziemy do Ustki. Do kartki dołączam koperty z okolicznościowymi pieczątkami dla Pana Kasprzyckiego. Na razie tyle.

Adresy : Zenon Borek, Gdynia / … /

Teodor Pałyzga, Gdańsk / … /

Przepraszam, że piszę z opóźnieniem, ale byłem kilka dni w Warszawie na rodzinnym zjeździe.

Serdecznie pozdrawiamy przemiłą Żonę i ściskamy Pańską dłoń.”

Tadeusz Kalicki

01.07.1974 Gdańsk


wtorek, 11 sierpnia 2015

SKARBY Z LAMUSA -cz. I

Korespondencja kryje w sobie ogrom wiedzy merytorycznej, ale też zdradza charakterystyczne rysy dotyczące osobowości piszącego, stanowi trwały odcisk swoistych linii papilarnych. Ma rangę dokumentu, potwierdza istnienie między ludźmi empatii, zażyłości, przyjaźni, otwiera szerokie horyzonty dla wymiany poglądów. Dziś wyrażamy swe myśli krótko i lapidarnie, nagubiły się manuskrypty,pośrednikiem międzyludzkich kontaktów stał się uniwersalny komputer, fotografia zastępuje słowo. Cóż - czasy dię zmieniają, obowiązuje prawo postępu.



Mam przebogatą kolekcję listów i pocztówek otrzymanych z wielu zakątków kuli ziemskiej, najczęściej pisanych przez marynarzy, ale także przez przedstawicieli Polonii zagranicznej urzeczonej polskim patriotyzmem nietypowej szkoły z Bolesławca. W ślad za tym wędrowały eksponaty do muzeum morskiego, przyjeżdżali też ofiarodawcy, np. ksiądz z Kanady czy wojskowi spod znaku ONZ z Bliskiego Wschodu. Oznaczało to szerokie otwarcie szkoły na świat i coraz szerszy krąg dziecięcych i młodzieżowych zainteresowań, nowe kontakty i znajomości, skuteczną efektywność pracy wychowawczej. Nauka stawała się wielką przygodą, a szkoła unikatowym uniwersytetem odkrywającym nieznane zakamarki globu, który dziś nazywamy globalną wioską. Uczniowie wysyłali nie setki, a tysiące listów, których treści nie znam /szanowaliśmy ich prawo do intymności, darzyliśmy pełnym zaufaniem, nie obowiązywała cenzura, a sposób działania był prosty i przejrzysty : informacja na cotygodniowym apelu o korespondencji z któregoś z patronackich statków, umieszczenie listu od marynarzy w gazetce ściennej na korytarzu pierwszego piętra, wyznaczenie daty wysłania zbiorczej korespondencji na adres rezydenta armatora w zagranicznym porcie lub odrębne indywidualne wysłanie listów przez zainteresowanych uczniów/. Ta forma kontaktów w pełni zdawała egzamin.



Zacytuje jedynie kilkanaście listów w całości lub we fragmentach, bo wszystkich po prostu nie da się zmieścić w blogu czy wydawnictwie z uwagi na ich mnogość. Przypominam, że dotyczy to epoki przedkomputerowej, ale zagubiły się na stałe manuskrypty. Królowały maszynopisy, kilka z nich załączam po zeskanowaniu, co potwierdza ich autentyczność.


Korespondencja z egzotycznym łowcą piranii z Wenezueli /Ameryka Południowa/, który przekazał szkole pięknie spreparowane okazy fauny, w tym drapieżne piranie, żółwie i małego krokodyla. 

Caracas, 27 sierpnia 1969 r.

Szanowny Panie Kierowniku !

Przepraszam za tak długie milczenie i jednocześnie dziękuję za pamięć i ostatnią pocztówkę. W związku ze zbliżającym się początkiem nowego roku szkolnego przesyłam dla wszystkich, zarówno grona nauczycielskiego z Panem na czele, jak i wychowanków szkoły, najserdeczniejsze życzenia powodzenia w pracy i nauce.

Ja osobiście planowałem w tym roku spędzenie paru miesięcy u nas w Kraju, niestety jak do tej pory nic z tego nie wyszło. W obecnej fazie moich czynności zawodowych trudno mi było oddalić się z Wenezueli na dłuższy okres czasu, a krótko

terminowe wakacje nie opłacają mi się ze względu na szalenie wysoki koszt przelotu z Ameryki Południowej do Polski. Nie wiem jeszcze czy nie uda mi się “wyskoczyć” na parę miesięcy w okresie świąt Bożego Narodzenia , ale raczej wolałbym odłożyć przyjazd do wiosny - mówiąc szczerze - obawiam się trochę gwałtownej zmiany temperatury w okresie zimowym.

Praca moja tutaj płynie normalnym trybem. Obecnie jest u nas tutaj pora dżdżysta, a więc stale deszcze, powodzie, co bardzo utrudnia mnie połów i suszenie ryb. Praktycznie o tej porze roku w Interiorze poruszać się można wyłącznie drogą wodną. Ostatnio pojawił się w miesięczniku “Kontynenty” /wydanie lipcowe/ reportaż na temat połowu i preparowania piranii. Jest bardzo dobrze napisany i zgodnie z prawdą, tak że polecam go wszystkim, których ten temat mógłby interesować. Zawiera on dokładne szczegóły zwyczajów i życia piranii, stosunkowo mało znanych, a więc i bardzo rzadko dostępnych w literaturze naukowej.

W okresie mojego następnego pobytu w Kraju chciałbym zwiedzić niektóre obszary Ziem Zachodnich, specjalnie stron górzystych, tak że może losy mnie rzucą gdzieś w okolice Bolesławca. Naturalnie pragnąłbym bardzo Pana poznać osobiście i zwiedzić szkołę, o ile naturalnie ten okres nie zbiegnie się z wakcjami, kiedy z pewnością jest ona zamknięta.

Pozdrawiam Pana serdecznie wraz z gronem nauczycielskim i młodzieżą i łączę wyrazy głębokiego szacunku.

Z. Milko


Jeszcze raz wracam do odręcznego manuskryptu dra Bronisława Miazgowskiego, którego imię nosiło Muzeum Morskie bolesławieckiej Tysiąclatki z numerem 8 w herbowej tarczy. Tym razem list został wysłany z Warszawy i napisany czytelnym, starannym pismem. To prawdziwa perła w moich zbiorach.


Warszawa, 28. vii. 75

Nowolipki 24 m 88

Szanowny i Drogi Panie,

Jestem w Polsce już od 22 VI, byłem m.in. 3 dni we Wrocławiu w ramach spotkania polonijnego, ale nie było czasu na skontaktowanie się z Panem. Jestem wciąż bardzo zajęty, likwiduję ostatnie swoje polskie sprawy /bibliotekę przede wszystkim/, ale - jak zapowiedziałem - gotów jestem przyjechać na 2 - 3 dni do Bolesławca. Przyjechałbym 29 sierpnia po południu lub wieczorem /chyba samolotem do Wrocławia, bo to mniej męczące, zostałbym w Bolesławcu przez sobotę i niedzielę. Wtedy dzieci będą wolne, dorośli też. jeżeli zorganizuje Pan z nimi spotkanie. Ale przyjadę przede wszystkim do dzieci i do Pana. Proszę o informację, jak się jedzie z Wrocławia do Bolesławca, czy to daleko, jaka komunikacja? Pociąg, autobus?

Jak Pan sobie wyobraża mój pobyt w Bolesławcu? Oprócz rozmowy mogę im przeczytać trochę prozy i kilka wierszy./Dr B. Miazgowski miał swój znaczący dorobek literacki - przypisek PS/.Gdyby było spotkanie autorskie z dorosłymi - mogę im przeczytać trochę prozy, jeżeli zechcą - to i wiersze, ewentualnie - jeżeli ich to zainteresuje - opowiedzieć o Instytucie. Oczekuję Pańskich propozycji.

Może jest Pan na urlopie i list ten będzie na Pana długo czekał. W razie konieczności proszę wysłać telegramem / … / czy i kiedy mam przyjechać? To jedyna okazja, bo jest to zapewne mój ostatni pobyt w Polsce. 

Łączę pozdrowienia i uścisk dłoni
dr B. Miazgowski