piątek, 7 lutego 2014

KRONIKARSKI NOTATNIK - kolejne zapiski

Rok 1977



18 kwietnia
Udaje się mnie wywalczyć aż 6  kolejnych medali 200 -lecia Komisji Edukacji Narodowej dla Bolesławca /w sumie aż 10 do tej pory/. Aż trudno w to uwierzyć. Mam w tym określony cel w działaniu pro publico bono /sam takiego medalu nie otrzymałem jako dyrektor szkoły i wcale mnie to nie martwi/.Najlepiej moją postawę scharakteryzował prezes Spółdzielni Rzemieślniczej Wielobranżowej Edward Sobczyński, któremu wręczałem w imieniu Zarządu Głównego TPD medal im. Henryka Jordana :
- A ty gdzie masz swój medal Jordana ? Nie masz jeszcze ? To pierwszy taki znany mi przypadek, przecież w naszych czasach każdy najpierw garnie dla siebie, innym pozostawiając to, co ma na zbyciu…

KRONIKARSKI NOTATNIK - kontynuacja

4 listopada 1976
Niespodziewana wizyta ekipy Telewizji Polskiej z nagrywaniem ‘wstawki’ do Dziennika
w I programie /wieczornym, głównym wydaniu/. Temat ; edukacja patriotyczno - obywatelska młodego pokolenia Polaków urodzonego na ziemi praojców, nad Bobrem i Kwisą, Jesteśmy zaskoczeni, ale mamy już spore doświadczenie w kontaktach z dziennikarzami , powstaje więc dłuższy reportaż. To dobrze, ale ile pasjonującej wiedzy można zmieścić w kilku minutach nagrania ?
5 listopada
150 krzewów róż do zasadzenia przy szkole otrzymujemy w darze od miasta. Z radością wykonujemy zadanie i czekamy wiosny i oszałamiająco pachnących na skarpie
kwiatów, Trafna nagroda.
6 listopada
W rocznicę Rewolucji Październikowej delegacja szkolnej społeczności zostaje zaproszona do Strachowa. Jadą przede wszystkim harcerze i chór dziewcząt, powrót autokaru późnym wieczorem.
Listopad
Nasi uczniowie aktywnie uczestniczą w akcji prac społecznych  na rzecz miejscowego szpitala.

czwartek, 6 lutego 2014

WPISY Z NOTATNIKA - październik 1976


2 października
Spotkanie młodzieży z profesorem dr Włodzimierzem Kowalskim z Warszawy z inicjatywy jego krewnego - imiennika mieszkającego w naszym mieście. Wy6bitny historyk
specjalizujący się w dziejach II wojny światowej, autor wielu książek /zostawił kilka z nich
z odręczną dedykacją dla szkoły w zbiorach Izby Pamięci/ przybliżył naszym wychowankom
czas polskiego osadnictwa na Ziemiach Zachodnich, sięgając również do wydarzeń lokalnych, o które pytali najczęściej słuchacze. Młodzi poszukują okruchów wiedzy o przeszłości swojej ‘małej Ojczyzny’, z którą są związani emocjonalnie, a naszą rolą jest być przewodnikiem po pięknej krainie lat dziecinnych, wpajać miłość do rodzinnego gniazda, miejsca urodzenia, bo tu już nawet kamienie mówią po polsku.

WPISY Z NOTATNIKA - po wakacjach 1976

4 września
Dowódca Jednostki Wojskowej z Gubina prosi o zezwolenia na zwiedzenie Izby Pamięci. Trochę to nas zaskakuje, bo szkolne muzeum jest zawsze otwarte dla wszystkich
zainteresowanych, a kompetencje młodzieżowych przewodników nie budzą wątpliwości.
Sesja popularno - naukowa o obozie koncentracyjnym w Gross-Rosen w BOK.
Wygłaszam jeden z trzech referatów wraz z informacją o zbieraniu przez dzieci materiałów
historycznych od ludzi, którzy przeżyli piekło niewolniczej pracy w kamieniołomach i za
obozowymi drutami.

KRONIKARSKI NOTATNIK - kolejne zapiski

8 lipca 1976
Artykuł w czasopiśmie ‘Za Wolność i Lud’ o patriotycznej edukacji młodzieży szkolnej i fenomenie bogatych zbiorów Izby Pamięci Narodowej pod opieką samych dzieci.
Wspólny dorobek, wspólna odpowiedzialność, wspólne pasje i odkrycia.Nasi wychowankowie to prawdziwi Kolumbowie w poznawaniu ojczystych dziejów ; ciekawość doprowadziła ich do wielu zapomnianych domów prawdziwych bohaterów czasów wojny i walki o wolną, niepodległą Polskę.

KRONIKARSKI NOTATNIK – ciąg dalszy

                 

 Rok 1976

Jeszcze raz powracam do wyobrażeń o przyszłości szkoły, z którą identyfikowałem się bez reszty. Na kolejnych posiedzeniach Rady Pedagogicznej zyskiwałem pełny aplauz dla wszystkich pomysłów, bo zawsze dotrzymywałem słowa w realizacji poprzednich projektów.
Szkoła piękniała w oczach i co najważniejsze - dzieci były z niej dumne.
Spełniało się zatem pozornie nierealne marzenie, żeby przekształcić ją w pałac, prawdziwą świątynię nauki, kochaną, mądrą, podziwianą i  piękną. Utopia ? Niekoniecznie. Nawet w czasach siermiężnych istniały przeogromne rezerwy i nie brakowało ludzi dobrej woli skorych do pomocy. Pamiętam, że jako dziecko  na dalekim i biednym Podlasiu i jako
sierota po wojennej odysei - miałem dwa marzenia do spełnienia, tylko dwa skromne marzenia ; mieć dużo własnych książek i drewniany parkiet w mieszkaniu. Udało mi się dość szybko w dorosłym i samodzielnym życiu zawodowym zrealizować z nawiązką. A teraz budowałem, może ściślej - tworzyłem pałac piękna bliski setkom dzieci, których los i odczucia były dla mnie najważniejsze. Może dlatego, że fascynowała mnie psychologia  i szczególna wrażliwość estetyczna, ale przede wszystkim rozumienie wartości dzieciństwa, które zabrała mi bezpowrotnie wojna, okaleczając psychicznie i fizycznie i wypluwając jako dziesięciolatka - analfabetę bez szkoły - w zrujnowany przemocą i bestialstwem świat, nowy, wolny, ale obcy i wrogi. Rozumiałem duszę dziecka, jego tragiczne kompleksy, obawy, strach, wyobcowanie, patologie życia rodzinnego, biedę i głód, takie samotne i krzywdzone przez los istoty były mi bliskie, dla nich miałem zawsze otwarte drzwi szkolnej kancelarii.Jak pouczał mój Mistrz Janusz Korczak - bez pełnego dzieciństwa czeka człowieka kaleki los. Łatwo zweryfikować tę tezę patrząc na liczbę rozpadających się dziś młodych małżeństw i samotnych  dzieci obciążonych złymi doświadczeniami z winy dorosłych.